wtorek, 22 września 2015

Zapomniane zbrodnie. Recenzja książki



Nigdy się tyle nie kłamie, jak przed wyborami, w czasie wojny lub po polowaniu – powiedział Otto von Bismarck, „Żelazny Kanclerz” , który poza wygraniem wojny z Francją w latach 1870-1871 zjednoczył państwo niemieckie i wskrzesił Cesarstwo. Obserwując historię poszczególnych krajów i kontynentów trudno się z nim nie zgodzić – oszustwo zdaje się podstawą dobrej polityki, szczególnie w czasie wojen, które, jak pokazuje wiele przykładów, wygrywa nie lepszy, ale sprytniejszy. I nie ma tu miejsca na sentymenty, przykazania czy zwykłą, ludzką moralność, a tym bardziej prawdę. Prawda! Właściwie nigdy nie było dla niej miejsca, nawet w czasach szeroko pojętej demokracji, nie mówiąc o rozmaitych formach władzy absolutnej, od boskości cesarzy rzymskich i królów perskich, oświeconych monarchii do totalitarnych dyktatur w wiekach dwudziestym i dwudziestym pierwszym. Uczciwość? Konstelacja sojuszy zmienia się szybko, twój niedawny przyjaciel pośle skrytobójcę, a wróg będzie całować cię w policzek; ty musisz być bardziej sprytny, bardziej okrutny i bardziej wyzbyty sumienia od nich wszystkich razem wziętych, żeby mieć jakąś szansę na przeżycie. Prawdziwa polityka to wciąż prawo dżungli, dobór naturalny. Świat, w którym chrześcijańskie wartości są dla słabych. Darwin. Nietsche. 

Właściwie przestało już mnie to dziwić. Znając kondycję ludzi historia przestała mnie szokować. Bo choć można wskazać wiele postaci szlachetnych i wiele czynów chwalebnych, niewątpliwie bohaterskich, historia polityczna świata jest opowieścią o – mówiąc językiem dzieci – złych ludziach. Złych? Większość po prostu lepiej czy gorzej chciała przeżyć, jakoś nie przejawiając ambicji  czy marzeń o władzy. Byli jednak i tacy, dla których określenie zły byłoby eufemizmem. Jedni i drudzy na ogół, jak to ludzie, przejawiali tak powszechną dla gatunku homo sapiens zdolność niszczenia. Świata, tego, co stworzyli, ale najbardziej – siebie samych i innych, raz po raz rozkładając w różnych miejscach globu wojenną szachownicę, czy w słusznej sprawie, czy nie. I kłamią, a skutkiem ich kłamstw jest śmierć wielu innych (często ginących w imię ideologii, które w rzeczywistości są marzeniami szaleńca albo zasłoną dymną pragnienia władania światem) i – zdarzyło się to już dwa razy – cały świat ogarnięty wojną, po czym niemal niemożliwe jest już odbudowanie dawnego porządku moralnego, a tym bardziej wymazanie ze zbiorowej pamięci. Dla nich jednak nie liczy się nic. 

Dokładnie siedem dni przed wybuchem II Wojny Światowej, 23 sierpnia 1939, do Moskwy przybył Joachim von Ribbentrop – minister spraw zagranicznych III Rzeszy Niemieckiej Hitlera. Jego misja, udana zresztą, była bardzo ważna: miał podpisać z Rosją Sowiecką ważny pakt, formalnie będący umową o nieagresji i przyjaźni – a nieformalnie – ustaleniem granic pomiędzy mocarstwami. Mocarstwami, które, powiedzmy sobie szczerze, bardzo się wcześniej nienawidziły; co więcej, uważały tę nienawiść za podstawy swoich ideologii. Adolf Hitler, Austriak ze śmiesznym wąsikiem i typowy Aryjczyk oraz Józef Stalin, gruby Gruzin z pseudonimem sugerującym stalową odporność i wytrzymałość, od tamtego dnia stali się przyjaciółmi i sojusznikami w dopiero co rozpoczętej wojnie Chociaż nienawidzili się nawzajem, przyciągnął ich do siebie wspólny interes, dla którego potrafili skłamać, oszukać i zdradzić nawet swoje straszliwe ideały: razem mieli zdobyć świat i podzielić się nim, by w ten sposób zrobić zadość swoim wielkim, chorobliwym ambicjom, a ich oficerowie jakiś czas później salutowali sobie na wspólnej paradzie wojskowej w osławionym Brześciu nad Bugiem. Na dobry początek ich ministrowie w tajnym protokole dołączonym do paktu dokonali IV rozbioru Polski i zdecydowali o losach państw nadbałtyckich, co –  chyba w pewien sposób podejrzewali – zaważy znacząco na dziejach Europy, a szczególnie jej wschodniej części. Współpraca, z lepszym lub gorszym skutkiem, trwała do agresji nazistowskich Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941, a jej efekty, takie jak współpraca gospodarcza i handlowa, ale przede wszystkim geopolityczny podział stref wpływów i propagandowe machinacje, stanowią ważny kontekst i źródło wielu zdarzeń na Wschodzie – w tym pogromu Żydów w państwach bałtyckich i wschodniej Polsce i mord na Polakach w Katyniu – bez której nie będzie można zrozumieć tego, co wydarzyło się tam podczas największej i najbardziej skomplikowanej wojnie w historii świata. 

Od lewej: J. von Ribbentrop, J. Stalin, W. Mołotow  [źródło]  


Niestety, historia tego paktu, a nawet fakt jego zawarcia nie jest znana na Zachodzie, a Stalina w wielu miejscach uważa się nadal za wujka Joego – czasem brak im nawet podstawowej wiedzy, co czasem prowadzi do wysnuwania w niektórych kwestiach bardzo krzywdzących wniosków. Bardzo dobrze zatem, że angielski historyk – nieprzypadkowo związany z prof. Normanem Daviesem, który uważany jest za największego zachodniego znawcę historii Polski i wschodniej Europy w ogóle – podjął się zadania utrwalenia w świadomości zachodnich odbiorców specyfiki tego paktu, ukazując przy tym prawdziwy charakter obu dyktatorów i ujawniają – co dla Polaków zresztą nie wydaje się już tajemnicą ani też sensacją – ich realne zamiary w kwestii nie tylko wycinka Starego Kontynentu, ale i całego świata, którym oba diabły chciały się podzielić. Bo metaforyczny tytuł jest jak najbardziej trafny i przy tym ciekawy: samo wymierzenie postanowień paktu w życie tysięcy ludzi, nie pozostawia złudzeń co do tożsamości zarówno Hitlera jak i Stalina. 

Pozycja, rozpoczynająca się ukazaniem kulis podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, przedstawia w kompleksowy i wyczerpujący sposób historię porozumienia dwójki dyktatorów. W kolejnych rozdziałach poznajemy wydarzenia rozgrywające się podczas trwania paktu, z naciskiem na te, które są bezpośrednimi skutkami tego porozumienia. Ponieważ trudno byłoby przedstawić je chronologicznie w innej formie niż kalendarium, Autor zdecydował się pogrupować całość tematycznie. Jest więc część poświęcona reakcji Zachodu, szczególnie funkcjonujących tam partii komunistycznych, od których Moskwa wymagała zmiany linii, będącej zresztą zaprzeczeniem podstaw ideologicznych komunizmu, na pakt i poglądów na tą sprawę w  samych nazistowskich Niemczech, szeroko omówiono też skutki polityczne – realizację IV rozbioru Polski, aneksję państw bałtyckich i ich trudną sytuację, niewygodną kwestię Rumunii, a także reakcję władz aliantów i ich grę dyplomatyczną, gdzie najbardziej zaciekawiła mnie nieudana operacja Pike. Dużo miejsca – co dla mnie, osoby znającej II Wojnę Światową bardziej ze strony militarnej niż faktograficznej było bardzo ciekawe i zaskakujące – poświęcono wzajemnym stosunkom gospodarczym III Rzeszy i Związku Radzieckiego, opartym na wymianie materiałów, maszyn i gotowego sprzętu do przemysłu wojennego. Przykładem może być choćby pancernik Lűtzow, który – co za ironia losu! – pod zmienioną na rosyjski nazwą ostrzeliwał Niemców oblegających Leningrad. Ale to dopiero później, bo końcom pozytywnych stosunków między oboma państwami Autor również poświęca osobny rozdział, a nawet dwa, wcześniej szeroko relacjonując pobyt Wiaczesława „Kamiennego Tyłka” Mołotowa (pseudonim pochodzący od młotka, tak samo jak pseudonim Stalina – łatwo można się domyślić – pochodzący od stali) w Berlinie, na nieudanych negocjacjach. I choć kończy na początku agresji Niemiec na Rosję (summa summarum jest to zrozumiałe, bo konflikt ten był przekreśleniem wszystkich postanowień, co oznacza, że porozumienie przestało istnieć), co na początku sprawia uczucie dyskomfortu i niedosytu, to, mówiąc ogólnie, przedstawia historię paktu w sposób jak najbardziej całościowy. 

Dodatkowym plusem są wstawki funkcjonujące jako ciekawostki: dlaczego Mołotowa nazywano „Kamiennym Tyłkiem” bądź „Żelaznym Zadkiem”? Kim był Ribbentrop, zanim stał się von Ribbentrop? Już nie wspominam oczywiście o prasowych ilustracjach, z których kilka umieszczono w książce i które w pewien sposób rozładowują ciężką atmosferę, dzięki czemu czytanie książki nie jest tak ciężkim zadaniem dla osób o słabszej psychice. 

Napisałam, że książka pozostawia uczucie niedosytu i to jest prawda, ale nie z powodu historii – przecież po napadnięciu Stalina przez Hitlera w sprawie paktu o nieagresji ciężko jest jeszcze coś napisać. Chodziło mi tu bardziej o to, że nie obraziłabym się, gdyby była grubsza i to głównie z powodu, że pozycja jest świetnie napisana. Styl Autora jest lekki, przystępny nawet dla historycznego laika, a język – mimo użycia, z konieczności, rzecz jasna, pewnych historycznych terminów – żywy i ciekawy. Dzięki temu książkę czyta się szybko, bez nadmiernego wczytywania się w karkołomnie zbudowane, długie zdania, których tu po prostu nie ma, tudzież zastanawiania się, co Autor miał na myśli, z trudem odczytując złożone, dziwne wyrazy i czytając o wydarzeniach, o których poza pisarzem wie wąska grupa osób. Choć też nie oznacza to, że nie trzeba mieć podstawowych informacji o II Wojnie Światowej – temat paktu jest już bardziej szczegółowy, a Autor zakłada, że czytelnik wie, czym była Dunkierka, wojna zimowa, Pearl Harbor czy państwa osi, a nazwisk takich jak Mussolini, Goebbels czy Roosvelt nie słyszy pierwszy raz, nie mówiąc o podstawnej znajomości wojennych militariów. W każdym razie czyta się jak dobrą powieść, z napięciem czekając na znany lub nie rozwój wypadków i śledząc powody i konsekwencje tych fragmentów, które być może znamy, ale wydawały się zawsze nieco wyrwane z kontekstu, pozbawione pewnej ciągłości. Być może jednak to tylko mój zniszczony historią mózg, bo traktowanie tej pozycji lepiej niż wielu powieści jest cokolwiek osobliwe, ale nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się doskonale, a Autor jest niewątpliwie obdarzony lekkim piórem, tak ważnym dla precyzji opisywanych problemów i odbieraniu treści przez czytelnika. 

Wierzcie lub nie, ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłam książkę, nie mogłam powstrzymać się od wyrażenia swojego zachwytu okładką w jakiś sposób bardziej cywilizowany niż pisk. Chociaż byłoby to dziwne, kiedy ktoś zachwycałby się umieszczonymi na okładce wizerunkami dwóch diabelskich dyktatorów-sojuszników, to całości nie można odmówić elegancji i tego czegoś, co w księgarniach będzie przyciągać wzrok. I czaru temu złotemu tytułowi, bo jeśli chodzi o mój subiektywny gust, do spodobało mi się najbardziej. W każdym razie wydawnictwo bardzo się postarało, dzięki czemu czyta się przyjemniej, już o samym trzymaniu książki w rękach nie mówię. Obłożony czarną, lśniącą okładką tom, z wytłoczonymi złotą czcionką literami tytułu i czerwonym, odcinającym się od reszty nazwiskiem Autora. I te mordy – wyłaniające się z mroku, złowrogo skontrastowane z resztą na siwo i biało, wyglądające naprawdę szatańsko. Kto choć trochę o nich wie, może się naprawdę przerazić, kiedy niechcący natknie się na tą książkę ciemną nocą. W środku jest już mniej strasznie, choć dalej bardzo estetycznie: pod miękką obwolutą kryje się właściwa, twarda okładka książki, zupełnie taka sama, tylko bez owego złotego napisu, a blurb, utrzymany w białej i czerwonej kolorystce, na którym, poza streszczeniem i entuzjastyczną opinią prof. Daviesa (przypadek?) umieszczono cytat z Hitlera i Stalina na temat paktu. Nie znałam ich wcześniej, ale umieszczenie ich tu wydaje się jak najbardziej trafne – poza kwintesencją tez wysnutych przez Autora ilustrują też faktyczne nastawienie obu stron do zawartego porozumienia. Nastawienie, powiedziałabym, rasowych polityków. Chociaż Stalin znów wyszedł na typowego Rosjanina i jak zwykle zbyt pewnego siebie kombinatora. Czyta się przyjemnie także dzięki wygodnej czcionce, użytej przez Wydawnictwo i przejrzystemu układowi stron. U góry strony zawsze podano rozdział, jaki aktualnie czytamy, co bardzo ułatwia nawigację, szczególnie że rozdziały do najkrótszych nie należą, a obszerniejsze cytaty wyróżniono graficznie. Tekst uzupełniają zdjęcia, bardzo wyraźne (czasami aż za bardzo – vide kolejna fotografia ekshumowanych zwłok polskich oficerów w Katyniu) i dobrze podpisane. Są one niebanalne, z kilkoma wyjątkami powszechnie nieznane i – co chyba najważniejsze – ciekawie ilustrujące temat, na który właśnie czytamy. Gdyby tylko w tych kwestiach było tak w każdej tego typu publikacji! 

Ile potrwa miesiąc miodowy? [źródło]

Na końcu lektury publikacja zaskoczyła mnie jeszcze raz – książka nie kończy się na tekście głównym. Zamieszczono tam także dodatki: przede wszystkim kilka czytelnych map, niezwykle pomocnych w lekturze tym, którzy niezbyt orientują się w geografii politycznej i nie tylko, a także skrótowe kalendarium, obejmujące w ściśle chronologiczny sposób całą treść publikacji i oryginalny tekst paktu łącznie z tajnym porozumiem, dotyczącym wyznaczenia granic wpływów. Bardzo mnie to ucieszyło, bo chociaż nie miałam problemów z uświadomieniem sobie kolejności wydarzeń ani z umiejscowieniem czegoś na mapach, to z pewnością przyda się to nawet wtedy, kiedy nie będę miała zamiaru wracać do tekstu głównego książki, natomiast czytanie oryginału paktu było dla mnie kolejną ciekawostką, wiążącą się z dziwnym przeżyciem obcowania z  tekstem z epoki. Mój entuzjazm wzbudziła także obfita bibliografia – jestem pod wrażeniem ilości użytych opracowań, dodatkowo napisanych w różnych językach. Tytaniczny wysiłek, benedyktyńska praca. Chociażby dlatego powinno się docenić Autora i jego książkę. Na końcu umieszczono wyczerpujący, zwięzły indeks najważniejszych pojęć wraz z odpowiadającymi im stronami. Dobre wrażenie sprawia też ilość szczegółowych przypisów, zamieszczanych na praktycznie na każdej stronie – nadaje to książce odpowiedniej powagi i tego, czego od pozycji historycznych wymagam najbardziej: wiarygodności, najważniejszej chyba kwestii w tego typu książkach. 

Bo książka jest wiarygodna, co stwierdzam z prawdziwą ulgą. Rozpoczynając lekturę obawiałam się kontrowersyjnych poglądów dotyczących szczególnie owego drażliwego tematu pogromów Żydów na terenach odebranych przez nazistowskie Niemcy Związkowi Radzieckiemu w czasie hitlerowskiej inwazji. Wiadomo, o co chodzi – Jedwabne i te sprawy zawsze budzą w Polsce i na świecie, delikatnie mówiąc, spory ideologiczne. Chociaż Autor, szanujący się przecież historyk, nie opierałby się na jakichś uprzedzeniach, ale nawet w kraju istnieje wiele opracowań, którymi nie warto się w tej kwestii sugerować, a pisarz mógłby o tym nie wiedzieć. Na szczęście, z tego impasu książka wyszła zgrabnie – poza tym, że Autor szczegółowo tłumaczy powody pogromów Żydów w Europie Wschodniej i nie unika przypisywania Niemcom dużej w tym roli, o kontrowersyjnym Jedwabnem nie wspomniał. I dobrze, nie tylko dlatego, że kwestia ta jest drażliwa i elektryzująca – badanie historii najnowszej to nauka w dużej mierze empiryczna i trudno coś powiedzieć na pewno, jeśli tego się dokładnie nie zbadało, a wokół narosło tyle mitów i kłopotów. Na uznanie zasługuje również nacisk położony na zbrodnie sowieckie – jako że społeczeństwa zachodnie nie wiedzą o tym nic lub bardzo mało – przy jednoczesnym braku szukaniu usprawiedliwień do niektórych decyzji Stalina i podkreślaniu tragedii Polski i całej Europy Wschodniej (co sądzi Autor o rosyjskim dyktatorze wyjawił już przecież w tytule). Ale to przecież nie jedyny temat, bo szerokie i zgodne z precyzyjną wiedzą, nakreślenie panoramy czasów wojny i wskazanie przyczyn i skutków kolejnych losów politycznych paktu to główne atuty książki. Doprecyzowane szczegóły i śmiałe tezy, brzmiące dość wiarygodnie i ciekawie, sprawiają także, że niejeden z czytelników zrewiduje swoje poglądy lub też nakłoni do refleksji nad sprawami, którym wcześniej nie poświęcał dużo czasu lub o których wiedział niewiele. Polemizowałabym jedynie w kwestii pretensji geopolitycznych jako powodu do agresji Niemiec na ZSRR – wydaje mi się to dużym uproszczeniem tego złożonego problemu, a uznania także ludobójstwa polskich oficerów i elity w Katyniu, jako bezpośredniego skutku paktu, trochę zarzutów mam także do opisu traktatu Sikorski-Majski, a w szczególności do poświęcenia mu stosunkowo mało miejsca. Cóż, tak naprawdę te kwestie wymagają osobnych opracowań, a najlepiej osobnych studiów i badań, zresztą w czasie II Wojny Światowej, kiedy układ figur na politycznej szachownicy zmieniał się błyskawicznie, na jedną decyzję wpływało wiele złożonych czynników. Nietrudno wtedy o błąd, przeoczenie czy użycie nietrafnych słów – Hitler tkwi w szczegółach, które może i przeoczyłam, bo po pierwsze od niedawna gromadzę rzetelne fakty na temat tego okresu, a po drugie historia ma tę cudowną właściwość, że im bardziej wgryzamy się w nią, tym bardziej staje się nieoczywista i poplątana, a podstawowe fakty niepewne. 

Bardzo się cieszę, że taka publikacja powstała. Choć nie jest do końca pozbawiona wad, stanowi zupełnie udaną próbę przybliżenia paktu Ribbentrop-Mołotow także tym, którzy wcześniej o nim z różnych powodów nie słyszeli, ale także jako doskonała pomoc w zrozumieniu wielu procesów i wydarzeń w tej części Europy. I choć jest to bardziej pragmatyczny głos zewnątrz, punkt widzenia obserwatora, to historia została opowiedziana tak, jak być powinna. Z empatią. Z wyczuciem. Z brakiem przemilczeń, wręcz z jaskrawym podkreślaniem niektórych aspektów (co może drażnić bardziej wrażliwych). Bo o ile dla sygnatariuszy, a także dla Hitlera i Stalina, była to tylko część wojennej gry w oszukiwanie i przechytrzanie przeciwnika, misterna siatka kłamstw, pozorów i politycznych planów, dla 50 milionów ludzi, którzy skutki owego porozumienia odczuli (dosłownie) na własnej skórze, było to tragedią i gehenną. I choćby dla nich, bezimiennych zwłok w zbiorowych grobowcach gdzieś pośród śniegów Syberii, katyńskich lasów i prochów spalonych w Auschwitz, warto przypomnieć światu te dawne, zapominane już powoli zbrodnie i ich powody. Jesteśmy im to winni.

Tytuł: „Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina”
Autor: Roger Moorhouse
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję panu Maciejowi z wydawnictwa Znak

8 komentarzy :

  1. Chwytliwy tytuł. I naprawdę wyczerpująca recenzja ;)
    Ale akurat ten aspekt historii niespecjalnie mnie interesuje, więc na książkę się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytuł chwytliwy ale to zupełnie nie moje klimaty. Na pewno nie sięgnę po tę książkę - aspekt historii to raczej nie mój klimaty (no chyba, że mowa o IXX - wiecznej Anglii lub Francji)
    Pozdrawiam serdecznie :*
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka wydaje się świetna, zwłaszcza po Twojej recenzji. Sama nie czytam tego typu booków, ale przyjaciółce o niej wspomnę ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że książka ta spodobałaby się mojej przyjaciółce ;) Lubuje się w takich tematach.


    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno miałam tą książkę w dłoni w Empiku. Zastanawiałam się, czy ją kupić i może bym ją kupiła, gdyby (niestety) nie cena. :-/ Ale przeczytawszy Twoją recenzję, sądzę, że jednak pieniądze nie poszłyby na marne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej nie skuszę się na tą książkę.
    Pozdrawiam.
    Między Stronami

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię książki historyczne, chętnie dowiem się czegoś więcej na temat paktu Ribbentrop-Mołotow. Zapisuję książkę na listę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam historię i kiedyś wiązałam z tym kierunkiem swoją przyszłość. Dorosłam, zdałam maturę... i wybrałam psychologię, ale historia nadal jest jedną z dziedzin moich zainteresowań ;) Tak więc książkę przeczytałabym ;)

    OdpowiedzUsuń

.... Pozostaw po sobie ślad na jednej z Zakurzonych Stronic.Każdy, nawet najmniejszy sprawi, że się uśmiechnę...

***

PS Komentowanie anonimowe jest możliwe tylko w weekendy. Spam, propozycje obserwacji, reklamowanie swojego bloga w inny sposób niż podanie odnośnika pod komentarzem ląduje w koszu. Do spamowania jest osobna zakładka, a ja spam czytam. Zachowujmy porządek na swoich blogach!