czwartek, 14 sierpnia 2014

Powieść wybrana przeze mnie. Recenzja książki


Pisać każdy może, trochę lepiej, trochę gorzej. Nie mam racji? Jasne, że mam. Wystarczy wejść na jakąkolwiek stronę jakiegokolwiek wydawnictwa, a już piętrzą się oferty do przysyłania swoich książek. Wiadomo, jakaś sekretarka może mieć pomysł na powieść, która okaże się bestsellerem, albo zrewolucjonizuje rynek księgarski i wytyczy nowe ścieżki literaturze, a wydawcom skapnie trochę kasy. Kto wie, może tą powieścią będzie akurat twoja...? Półki uginają się pod ciężarem książek o najrozmaitszej tematyce i jest ich tyle, że żaden mól książkowy nie przeczyta wszystkich. A pisarzów więcej niż psów! Teraz każdy, kto ma odpowiednią ilość czasu, może machnąć jakąś powiastkę, opowiadania, wiersze. Zawsze się znajdą ludzie na tym globie, którym twoja pisanina spodoba się.

Opowieść ta została napisana, ponieważ Autorka założyła się mężem o to, że napisze powieść. I napisała, choć wcześniej tego nie robiła. Ale zamiast pisać skomplikowane powieści psychologiczne, dawać panoramę dzisiejszych czasów, analizować dzisiejsze postawy, stanąć po którejś stron głośnych konfliktów moralnych, pouczać młode matki, jak mają postępować z dziećmi, czy zajmować się harlequinami, których nigdy nie będzie za mało, zabrała się za powieść dla młodzieży. Thriller. Romans. Rzecz bez magii, demonów, aniołów, wiedźm, nieumarłych, nieśmiertelnych, wampirów, wilkołaków, elfów i całej tej modnej dzisiaj hałastry. Nie chciała, bo wie, że to jest obrzydliwie modne, a ona chciała osiągnąć więcej? Kto wie! W każdym razie, kiedy upewniłam się, że żaden demon w tej powieści mi nie zagraża, a żaden elf-ciota nie wypłynie z kart książki i z linijek tekstu, zabrałam się za e-booka, choć koleżanka miała książkę i mi nie pożyczyła (po szkole krąży plotka, jakbym w zaciszu mojego mrocznego domu rwała książki na strzępy, gotowała w kotle, a później piła z nich wywar.. no, dobra, żartuję; w każdym razie nie chciała mi pożyczyć). W każdym razie wzięłam się za e-booka, mając nadzieję, że będzie się szybko czytać.

Świat szesnastoletniej Allie Sheridan uległ totalnej rozsypce. Ukochany brat Christopher gdzieś zniknął, a ona, przekonana, że ją już nie kochał, zaczyna być bardzo niegrzeczną dziewczynką: włamanie do szkoły, podpalenie swoich akt i napisanie na drzwiach jakże miłego tekstu o dyrektorze czy graffiti to dla niej mało. Pewnego dnia, kiedy zostaje zatrzymana przez policję po kolejnej akcji, rodzice decydują na ryzykowny krok. Posyłają ją do elitarnej Akademii Cimmeria, o której jeszcze nigdy nie słyszała. Spotyka tam wredną Katie, pierwszą przyjaciółkę Jo, Sylviana (tak, wiem, durne imię jak nic), Cartera Westa, burkliwego outsidera, miłą kujonkę Rachel, cichą Lisę, ułożoną Jules, Ruth, Lucasa i – czarny charakter – Gabe'a, dyrektorkę Isabelle, nauczycieli i wielu innych ludzi, których poznaje się w szkole. Od razu zostaje wplątana w coś, co nie rozumie, jakieś machinacje, które są ściśle tajne, ale dotyczą jej, a kiedy ginie Ruth Allie zaczyna rozumieć, że wisi nad nią niebezpieczeństwo. Razem z Carterem, członkiem tajnej Nocnej Szkoły (nawiasem mówiąc, przygotowującej do rządzenia światem w różnych instytucjach) wkraczają do świata tajemnic. Świata, który staje się coraz bardziej niebezpieczny.

Ależ drogie panie, nie martwcie się. Wątek romantyczny też jest, bo bez tego książka, że się tak wyrażę, nie miałaby skrzydeł by lecieć w świat. Allie ma dwóch zazdrosnych adoratorów, tego tam z dziwnym imieniem, który okazał się zbyt nachalny i ukochanego Cartera, który jest outsiderem, nienawidzi snobów i na początku książki Allie nie żyła z nim w dobrych stosunkach. Obaj kochają, ale Allie tylko jednego. Tak! Cartera. Szczerze? To jedna z tych niewielu powieści, w których muszę pogratulować bohaterce właściwego wyboru.

Książka, co muszę przyznać z zaskoczeniem, była oryginalna. Co prawda ukochana przyjaciółka/nowa szkoła/wredna dziewczyna/trójkącik miłosny – te motywy pojawiają się we wszystkich powieściach dla nastoletnich czytelników, ale tutaj nie zostały wypełnione stęchłym mięsem, wręcz przeciwnie – naszpikowane zostały czymś nowym, rzadko spotykanym w książkach tego typu. Co więcej: nie mamy tu żadnych wróżek, elfów, magii czy innych takich rzeczy, a powieść nie jest kolejną dywagacją na tematy dotyczące poznawania własnych magicznych zdolności i zakazanej miłości do chłopaka. Bo to jest, proszę państwa, thriller dla nastolatków. Opowieść o zamaskowanej szkole dla przywódców świata, gdzie, jak w takich szkołach bywa, roi się od tych, co mają chrapkę na rządzeniem takim miejscem. No i sama akademia – panujący w niej prawdziwe gotycki nastrój, tajemnicze malowidła na suficie (mam nadzieję, że w przyszłych tomach serii owa tajemnica zostanie nam wyjaśniona) i owiane mgiełką mrocznej tajemnicy poczynania Nocnej Szkoły. Książka zaciekawiła mnie od pierwszego akapitu, co się rzadko przy takich pozycjach zdarza i zafascynowała mroczną atmosferą właśnie. Może to nie jest „czarna dziura” jak w swej krzykliwej recenzji napisała Ewelina Lisowska, ale ma w sobie coś, co każe siedzieć i czytać.

Najbardziej ze wszystkiego uradowała mnie narracja. Bo, ladies and gentlemen, narracja jest trzecioosobowa, choć wszystko jest pisane z perspektywy Allie. Narrator nie jest wszechwiedzący, co jest dobrym wyborem przy tego typu książkach, ale jest. Trzecia osoba! Odetchnęłam z ulgą, bo przynajmniej przez jakiś czas nie musiałam czytać zwierzeń jakieś tam idiotki o tym, dlaczego kocha chłopaka. Zresztą przemyśleń i monologów wewnętrznych jest prawie tyle, co nic. I tutaj Autorka także dokonała dobrego wyboru, ponieważ pokazywanie charakteru przez działanie sprawia, że książka jest bardziej dynamiczna i więcej osób, których nudzą myśli bohaterów, sięgnie po powieść i polubi ją. A oto właśnie chodziło, czyż nie?

Bohaterowie, przynajmniej ci główni, zaskakują swoją wyrazistością (na ten rodzaj książek, oczywiście) i niezbyt powierzchowną psychiką. Mają jakieś tam wady, zalety, są nawet żywi, a człowiek w pewien sposób czuje do nich sympatię, współczucie, nienawiść. Allie jest normalną, ale znerwicowaną dziewczyną pełną bólu po odejściu ukochanego brata, którą w całości akceptujemy i lubimy. Owszem, mankamentem jest to, że po przybyciu do Cimerii zbyt szybko się ustatkowała, fakt, ale nie zmusza mnie do pisania tutaj: „jaka ta dziewucha głupia i pusta”. Carter, ukochany dziewczyny, jest, oprócz Allie, moją ulubioną postacią. Outsider, nienawidzący snobów, dla którego Akademia jest domem, trochę arogancki, zabójczo przystojny i dobrze wychowany. Dziewczyny lubią takich facetów, fakt. Chociaż w tej postaci podobało mi się to, że nie jest ciotą – był normalnym chłopakiem, nie rozczulał się za bardzo, a nie rycerzykował. Był sobą, zachowywał się naturalnie i wydawałoby się, nie był postacią jednowymiarową. Inne postacie zostały także dość dobrze sportretowane, choć niedokładnie. Sylvian rozłazi się na wszystkie strony, nie jest przekonywający, a Jo, mimo że jej problemy wydają się autentyczne, jest typową słodką blondyneczką. Katie, Jules i Lisa mają tylko cechy charakterystyczne, co pozwala odróżnić je od tabunu innych postaci, co nie czyni ich ciekawymi.

Główną wadą książki jest okładka. Szkoła u dołu jest w porządku, ale wciąż nie mogę wymyślić, po co tam włożono tą emo – dziewczynę, którą Allie nie była i tych dwóch nieprzystojnych kościotrupów, obleczonych w skórę? W ogóle mają takie miny, jakby chcieli iść na wojnę i odrzucają potencjalnego Czytelnika. Okładka w dodatku jest miękka, bez polotu i pomysłu i na pewno nie przyciąga wzroku. Ot, taki amatorski plakat filmowy.

Widać, że jest to książka pisana pod przymusem, ja wiem, presją. Autorka chciała wygrać zakład z mężem i codziennie siadała przed komputerem, by napisać ileś tam stron. Zagryzała zęby, sapała i Bóg jeden wie jeszcze co, ale w końcu, hura!, urodziła ciekawą i dobrą książkę. Jednak po stylu widać, że nie było to pisane z radością, o nie. Widać i czuć tekst rodzony w bólu, niektóre fragmenty są napisane zniechęceniem, ciężko, topornie czy po prostu niestarannie. Niektóre wątki się urywają, inne kończą się nie tak, jak powinny, a czasami wydaje się, że książka nie zasługuje na miano „dobrej”. Pisarce czasami brakuje pomysłów, pisze to, co jej krew do mózgu przyniesie, sprawiając, że niektóre, niepotrzebne sceny po prostu wywaliłabym. Czasami czytało się wręcz ciężko, a czasami, gdy za oknami Autorki był piękny, słoneczny dzień, tekst był ciekawy, lekki i taki, że można by go po prostu połykać.

Opisów wiele nie ma, tylko kilka i to w ogóle nie przyrody. Jednak czasami się trafi jakaś kilkudaniowa informacja o tym, co dzieje się z niebem, potrzebna do wytworzenia dość mrocznego klimatu, którego w książce nie brakuje. Jednak rzadko się zdarza, żeby było coś więcej niż kilka ogólnikowych zdań. A szkoda – myślę, że Autorkę było stać na coś więcej.

Zakończenie mnie nieco rozczarowało. Po dwukrotnym podpaleniu szkoły, zabiciu Ruth i innych takich rzeczach spodziewałam się czegoś innego niż tylko kogoś, kto chce przejąć władzę w szkole. A może Nathaniel to część jakiejś większej organizacji? Może to nie wszystko. Ot, takie tam moje złudzenia dotyczące tego, co być może w części drugiej (następne części są już wydane po angielsku, a u nas, w Polsce, dopiero tłumaczą), bo na razie zagadka nie wydaje się zbyt ciekawa. Gabe'a podejrzewałam od razu, za bardzo debilny i chamski chłopak był, więc nadzieja na pogłówkowanie poszła w siną, bardzo siną dal.

Mam pretensję do tłumacza. Tytuł oryginału brzmi Night School, czyli „Nocna Szkoła”, a nie, jakoś inaczej. Polski tytuł nijak ma się do tego, co jest w środku, bo żadnej aluzji do niego w powieści nie było. Polacy zresztą tak mają – gdy napadnie ich taka ochota albo kaprys, potrafią się dać się ponieść wyobraźni i całkowicie zmienić tytuł. W samej jednak książce nie znalazłam żadnej usterki w tłumaczeniu, które było płynne i bardzo dobre, a w samej książce tylko kilka literówek. Brawo dla wydawnictwa, które postarało się, żeby książka była dobra.
Czy mi się podobało? Ogólnie tak, choć czasami moja morda skrzywiała się w geście niezadowolenia. Było dobrze, nieco ponadprzeciętnie, ale wciąż to nie jest to. Błędy są, ale w końcu kto nie popełnia błędów, szczególnie debiutanci, prawda? Ważne, że czytało się szybko i ciekawie. I została przeze mnie wybrana, jako kolejna pozycja do kupienia, stania na mojej półce i cieszenia moich chciwych na słowa oczu.

Tytuł: „Wybrani”
Autor: C.J Daugherty
Moja ocena: 5,5/10 

(recenzja archiwalna) 




9 komentarzy :

  1. Zupełnie nie odczułam, że autorka pisała tę książkę pod przymusem, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie jakby nie sprawiało jej to żadnego trudu. Natomiast tłumaczenie tytułu rzeczywiście beznadziejne, ale już się do tego przyzwyczaiłam. W Polsce filmy jak i książki są w ten sposób gwałcone.

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha, kocham Twoje recenzje. Śmiałam się w głos. A co do książki- słyszałam, ale jakna razie do takich powieści mnie nie ciągnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobała mi się ta książka, ale druga część jest już o wiele gorsza...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twoje recenzje! Masz niesamowity styl, każda Twoja recenzja jest niezwykła! Co do książki - Wybranych odebrałam jako przyjemną, ciekawą młodzieżówkę. Nie zachwyciła jakoś mocno, ale podobała mi się:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieprzewidywalne było chyba to, że bohaterka skakała od jednego chłopaka do drugiego i ten, którego właśnie odrzuciła, był "be" :) ale całkiem przyjemna

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś zobaczyłam okładkę tej książki, co bardzo mnie zniechęciło. Tytuł także nie przypadł mi do gustu. Pomyślałam, że to znowu książka, jakich pełno, ale po przeczytaniu Twojej recenzji z chęcią zajrzę do środka. Może za wcześnie oceniłam książkę po okładce???

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie ta książka to mocna 9
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. wspaniała recenzja :)
    chodz zazwyczaj nie czytam, raczej jestem kinomaniakiem :)
    pozdrawiam cieplutko myszko ;*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka bardzo mnie wciągnęła do swojego świata, a moja siostra wręcz ją ubóstwia :)

    OdpowiedzUsuń

.... Pozostaw po sobie ślad na jednej z Zakurzonych Stronic.Każdy, nawet najmniejszy sprawi, że się uśmiechnę...

***

PS Komentowanie anonimowe jest możliwe tylko w weekendy. Spam, propozycje obserwacji, reklamowanie swojego bloga w inny sposób niż podanie odnośnika pod komentarzem ląduje w koszu. Do spamowania jest osobna zakładka, a ja spam czytam. Zachowujmy porządek na swoich blogach!