Zastanawiam
się właśnie, kto w życiu nie słyszał o Szekspirze. Mama? Nie,
ja jej ciągle o tym mówię więc doskonale o tym wie. Wujek? Pewnie
mu kiedyś wpadło w ucho, bo Szekspir to megagwiazda, doprawdy.
Dochodzę więc do wniosku, że wszyscy – no, może Murzyni na
pustyni nie słyszeli, ale to wyjątki. Należę do jego fanek od
kiedy obejrzałam „Romea i Julię” na deskach teatru „Metro”.
W domu mam już jego dwa dramaty, które mam zamiar przeczytać -
„Makbeta” i „Hamleta”, które już czytałam, ale
pospiesznie. Tak, uważam się za początkującą fankę.
Powieść
ta została napisana przez Autorkę innej popularnej powieści o
Szekspirze, która skończyła, jak możemy się domyślać, studia
szekspirologii. Uważa jednak, że wiedzę można przekazywać w
bardzo przyjemny sposób wplatając w to kryminał i nieco romansu.
Tak więc powstały jej obie powieści – oba kryminały z Williamem
Sz. w tle. Z tą akurat, najnowszą, spotkałam się po raz pierwszy
w sklepie Biedronka i, po przeczytaniu paru słów z prologu, zaczęła
mnie prześladować. Chciałam ją przeczytać. Kiedy pewnego dnia
zauważyłam tę książkę u cioci, nie mogłam się oprzeć. Pożyczyłam i odłożyłam na bok, by przeczytać w bliżej nie określonym terminie, jak ja mam zły zwyczaj robić. Z chwilowej nudy, kiedy przeglądałam półkę, w poszukiwaniu nie przeczytanych książek, które mnie zaciekawią, natknęłam się na to. I zaczęłam czytać.
Kate
Stanley jest reżyserką sztuk Szekspira i specjalistką od niego.
Przyjeżdżając do zamku Dunsinnan, niedaleko wzgórza tejże nazwy,
by wyreżyserować szczególną wersję „Makbeta”, nie spodziewa
się, że znajdzie się w środku piekielnej zagadki dotyczącej
„przeklętej sztuki”, w której gra toczy się o życie wnuczki
właścicielki zamku, lady Narin, w której żyłach płynie krew
historycznej lady Makbet, Elizabeth Stewart. Kto stoi za porwaniem
Lily? Kto zabija nowych przyjaciół Kate? Gdzie jest pierwotna
wersja najciemniejszej ze wszystkich sztuk Szekspira? Powieść,
będąca w pół kryminałem, w pół przypuszczeniami na temat
„Makbeta”, właśnie o tym opowiada.
Hm.
Plusy.. plusy. Bardzo podobały mi się Interludia, bo chodź
zabrakło odpowiedniego klimatu, jednak Szkocja za czasów Szekspira,
wydaje się być ciekawa, szczególnie demoniczna hrabina Arran
wszystkim możliwymi sposobami próbująca dotrzeć do władzy.
Całkiem dobrze nakreślona postać, ma jakąś tam głębię
psychologiczną, narzekać bynajmniej nie można. Na pochwałę
zasługuje także język powieści, opisy, z jakim dawno już się
nie spotkałam. Plastyczne, ciekawe, solidnie napisane. Czasami
zdarzały się nudniejsze sztuki, ale ogólnie opisy, których nieco
tam było, czytałam z wielką przyjemnością. Trzeba złożyć
gratulacje Autorce także na za kilka innych pomysłów: wiccańskie
kapłanki, doktor Dee, wiedźmy i inne celtyckie wierzenia. Uwielbiam
Celtów i każda informacja o nich jest dla mnie na wagę złota.
Trzeba przyznać, że pisarka gruntownie przygotowała się do
napisania powieści, a dobre chęci i wysiłek są zawsze godne
pochwały.
Minusów,
jest, niestety więcej. Po pierwsze, ta głupia narracja w pierwszej
osobie, dzięki czemu miałam wrażenie, że czytam kolejną
powiastkę o upadłym aniele i dziewczynie w nim zakochanej, a nie
kryminał z sztuką Szekspira w jednej z głównych ról. Kate jest
wyjątkowo pusta, nudna i myśli tak jak wiele innych literackich
bohaterek, które wychodzą spod piór pań, które w literackim
morzu pływają bardzo, bardzo nisko. Obiecanego romansu nie było, w
ogóle Ben był postacią bujającą gdzieś na marginesie książki,
nieważną, kimś w rodzaju Supermana, który ratuje Kate z opresji.
Książka, o której Autorka pisała, że jest thrillerem, okazała
się kryminałem, w dodatku jednym z tych, które pisze się dla
starszych uczniów podstawówki.. Daję słowo, że gdybym przerobiła
niektóre fragmenty i wykasowała inne, wyszłoby coś, co mogę dać
do przeczytania mojej kuzynce z piątej klasy. Akcja jest niemrawa, a
kiedy coś zaczyna się dziać, to dość chaotycznie, bez sensu i
wszystko jest opisane tak, że ledwo – ledwo połapałam się, o co
chodzi Sama łatwość, z jaką zaplątane śledztwo jest rozwiązane
(przy dużej pomocy Google'a) i objętość książki jakoś tak..
zniechęciły mnie do dzieł tej Autorki.
Szczerze?
Denerwują mnie te wszystkie spekulacje Autorki. Że Szekspir miał
romans z hrabiną Arran, lub też wiedział więcej, niż powinien? A
te wszystkie powiązania z „Makbeta” z wiccanizem? Dobrze, może
było tak, że w oryginale, jeśli taki w ogóle istniał, były
różne rzeczy, które nie powinny być wystawione na scenie teatru,
ale to, co napisała Autorka jakoś mnie nie przekonuje. Bo to mogło
być wszystko, dosłownie wszystko. A argumenty pisarki łatwo da się
podważyć. Co do lustra – można pojechać do Wielkiej Brytanii i
obejrzeć, bo takowe istnieje – ale sama Autorka przyznaje, że
nóż, który ogrywał jakąś tam rolę w historii jest zmyśleniem.
Zresztą te wszystkie ponaginane fakty... Nie, nie wierzę, co nie
oznacza, że sama nie będę badać.
Okładka
jest naprawdę niezła, trzeba zauważyć. Na początku chciałam
napisać, że jest kompletnie badziewna, ale później, oprócz noża,
ozdobnego napisu i pergaminu splamionego krwią, zobaczyłam
pogrążoną w pomarańczowym świetle (ogniu, co zresztą pasowałoby
do treści) fasadę zamku i wieżę. I wtedy okładka nabrała barw,
a ja uznałam, że jest zupełnie dobra. Aż szkoda takiego fajnego
zamczyska na taką książkę!
Od
momentu, kiedy skończyłam czytać tę cienką powieść, Szekspir
zaczął za mną chodzić i wciąż przypominać mi i prześladować,
że mam jeszcze raz przeczytać „Makbeta”. I tak tytuł, który
moim zdaniem, nie ma większego sensu i zupełnie nie odnosi się do
powieści, dla mnie nabrał sensu. Sensu, któremu nie zdołam się
oprzeć.
Tytuł:
„Wciąż mnie prześladują”
Autor:
Jennifer Lee Carell
Moja
ocena: 5/10
(recenzja archiwalna)
Raczej bie skuszę się na taką lekturę, nie zainteresowała mnie. A "Makbeta" musisz przeczytać, koniecznie.
OdpowiedzUsuńSzekspir to niewątpliwie autor, którego trzeba znać. Szczerze mówiąc sama mam wyrzuty sumienia, że jego dzieła przeczytałam tylko raz - trzeba nadrobić :) Jeżeli chodzi o tę książkę, to chyba sobie podaruję, bo wydaje mi się, że nie przypadłaby mi do gustu ;)
OdpowiedzUsuńWilliam Sz. i kryminał - niecodzienne połączenie. Mimo wad jestem zaintrygowana ;)
OdpowiedzUsuń