sobota, 20 września 2014

Historia nastolatkowych miłostek. Recenzja książki


Dla dziewczyn temat zakochania się i miłości w ogóle, jest jednym z najciekawszych, mam rację? Szczególnie kiedy w książce jest jakiś superprzystojny bohater, w którym wszystkie fanki książki zaczynają szaleć i fantazjować na temat randek, jakie mogłyby z nim odbyć. Tylko... co wtedy, kiedy tysiąc innych dziewcząt kocha też tego chłopaka, który nigdy nie istniał? Pewna dość gruba, polska obyczajówka ma ambicję odpowiedzieć na to, ale też na inne pytania.

Po tę powieść sięgnęłam niechętnie, choć właściwie nie byłam aż tak źle nastawiona do Autorki. Tytuł był intrygujący, choć w pewien sposób wyjawiał, o czym będzie fabuła, ale jednak coś ciągnęło mnie do tej książki. Ciekawość? Hm, właśnie tak to bym nazwała. Zaczęłam czytać i od razu dotarło do mnie, że wybór nie był do końca trafny, choć wielu książek na podobne tematy nie czytałam.
Edyta wyjeżdża z Łomży do Warszawy, do wujostwa Gwidoszów, na cały rok szkolny. Dlaczego? Jak dowiadujemy się, przez nią pewien chłopak, Łukasz, niemalże popełnił samobójstwo i surowy tata dziewczyny wstydzi się za nią. W Warszawie Edytka poznaje swoje wujostwo – Asię i Mariana, ich córki Celę i Marysię, a także starszego syna Kubę i jego żonę Magdę, która walczy z bezpłodnością. W szkole natomiast trafia do klasy, którą rządzi socjopatyczna Olga. W dodatku w niej zakochują się kolejno różni chłopacy – sąsiad z bloku Czarek, później warszawiak Alek, Kamil, następnie Darek, zaprzyjaźniony z panią Wandą i Szymon, w którym Edyta wreszcie się zakochuje. Gdybym nie miała takiej dobrej pamięci, nie zapamiętałabym, tych imion, prawda? Z innych, epizodycznych postaci mamy jeszcze rodziców Edyty, przyjaciółkę Renię, a także Cypriana z pracy wuja dziewczyny, Malwinę, nieobecną córkę wujostwa i pisarkę, Wandę Rybacką, powieściowe alter ego Autorki.

Plusów trochę jest. Przede wszystkim, zalatuje tu obyczajowością polską i klimacikami wprost z polskiej szkoły, a także dowodem na oryginalność naszej prozy – w żadnej z amerykańskich obyczajówek nie spotkałam się z wątkiem dotyczącym socjopatki. Sama postać Olgi mnie zafascynowała – dziewczyna z dwoma obliczami: raz jest krwawym potworem, a raz normalną nastolatką w dodatku kochającą koty. Muzeum Powstania Warszawskiego i wydarzenia tam rozgrywające się, nadają też opowieści kolorytu, jakiego ciężko szukać w innych dziełach tego rodzaju. Na początku mamy też jakieś opisy przeżyć wewnętrznych, później jest coraz gorzej. No i jeszcze nieźle skonstruowana postać ośmioletniej Marysi, która jest najwyrazistszą bohaterką tej książki, którą można naprawdę polubić i myśleć o niej z sympatią, nawet kiedy od przeczytania powieści minie kilka lat.

Reszta rzeczy, które składają się na tę powieść, to, delikatnie mówiąc, niezła klapa. O ile jeszcze na początku akcja płynie odpowiednim dla obyczajówek tempie, który Autorce, mimo podziału na małe części, tworzące poszczególne epizody, udaje się jakoś zachować, na końcu jest niedorobiona z technicznego punktu widzenia. Akcja gna jak głupia, na złamany kark i pysk, bohaterowie gubią gdzieś ostatnie cząstki swej psychologii i charakteru, tekst staje się jednym długaśnym dialogiem, a całość staje się koszmarnie przewidywalna. Brak tam opisów, chociaż tych najbanalniejszych, o przyrodzie już nie wspominam. No bo jak możemy zrozumieć, dlaczego Edyta zakochała się w Szymonie, skoro nawet nie wiemy, jak wygląda główna bohaterka, o jej chłopaku już nie mówiąc. W psychikę postaci nie wnikamy jakoś bardzo, bo samo życie wewnętrzne Edyty jest bardzo ubogie, nie mówiąc już o innych bohaterach. Dialogi, które stanowią, jak już mówiłam, coś ze 2/3 książki, nie są szczególnie umiejętnie napisane. Ot, proste, sztucznie, czasem infantylne zdania.

Postacie też nie są jakoś tak bardzo ciekawe. Gwidoszowie to strasznie marna podróbka Borejków z prozy Musierowicz, Edyta ubożuchna, taka, której nie można polubić, a reszta bohaterów, oprócz Marysi (swoją drogą ta urocza osóbka była doskonałą kopią Łusi Pałys z „Jeżycejady”, M. Musierowicz; Łusia też czytała słowniki) i Olgi to po prostu nudnawe typki bez wyraźniej zaznaczonych uczuć. I jeszcze te wszystkie typki uganiające się za Edytą... brr..

Co jeszcze więcej można dodać? Zdania nudne, pustawe, urywane i bez sensu. W książce Autorka zrobiła reklamę gazety, która objęła patronatem jej powieść, co mnie zirytowało. Przecież jasne jest, że jeśli podajemy w dziele literackim coś, co jest na ostatniej stronie okładki, robimy reklamę. W dodatku tytułowy Michał jest tylko tłem, jeśli można to tak nazwać, przygód Edyty, więc tytuł nie jest adekwatny do reszty. Sceny, w których Marysia pisze dramat, lub pyta tatę o znaczenie różnych słów są boleśnie podobne do cyklu wspaniałych powieści Musierowicz, a wydarzenia w szkole niemal przypominają wizytę Bernarda Żeromskiego w szkole Beaty w „Brulionie Bebe B.” tej samej autorki.

Kiedy brałam tę książkę w bibliotece, od początku nie wymagałam od niej zbyt wiele, więc mnie całkiem nie zawiodła ani nie zaskoczyła. Jednak pewne słabe książki czyta się całkiem przyjemnie, a przy tej musiałam się pilnować, żeby jej momentami nie rzucić o ścianę. Na początku myślałam, że będą tam jakieś wskazówki jak postępować w danych sytuacjach, co ułatwi życie dorastającego człowieka, ale nie dowiedziałam się nic nowego. Ha to, że się należy przyznawać i nie kablować, to wiem. Po prostu nie wszystko jest dobre dla wszystkich, a ja nie mam większej ochoty przyglądać się miłostkom nudnej dziewczyny i śledzić jej historię. Ot, co.

Tytuł: „Michał Jakiśtam”
Autor: Ewa Nowak
Moja ocena: 2/10 

(recenzja archiwalna) 

Dzisiaj archiwalna recenzja, jutro pierwsze z dwóch zaległych LBA. Ciężko człowiekowi żyć ze szkołą, ale próbuję się nie skarżyć. 

11 komentarzy :

  1. Również nie przepadam za poznawaniem perypetii "nudnej dziewczyny"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię złych dialogów i dużej ilości w treści. Książka dość przeciętnie się zapowiada, twoja niska ocena jednak mnie zniechęca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak w czasach gimnazjum zachwycałam się tą książką, ale nie wiem czy mój entuzjazm trochę by nie ostygł, gdybym sięgnęła po nią po razdrugi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że to bardzo nudnawa książka. Raczej nie zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pojechałaś tej książce - teraz się bój, żeby autorka nie napisała CI jakiegoś negatywnego komentarza i nie zrecenzowała tej książki na swój sposób, co się zdarza :P Oczywiście to śmiech przez łzy, bo to żałosne co polscy autorzy wyprawiają na blogach blogerów.

    A po książkę na pewno nie sięgnę, bo to jakaś totalna maskarada słowna a nie powieść :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam za spam. Zapraszam Cię jednak do wzięcia udziału w mojej autorskiej akcji : "Poznaj Johna Grishama z Artemis"
    http://artemis-shelf.blogspot.com/2014/09/akcja-autorska-poznaj-johna-grishama-z.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie jest to książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam tę książkę i mogę ją określić jako "poniżej przeciętnej" :/ Ogól;nie lubię pióro pani Ewy Nowak, ale ma ona bardzo lekki styl pisania, a jej niektóre książki łatwo się zapomina.

    Pozdrawiam,
    Alpaka
    http://alpakowerecenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wreszcie ktoś, kto nie pieje pełen zachwytu nad kunsztem Ewy Nowak (z którą zresztą kilka razy miałam okazję rozmawiać)! Pójdź w me ramiona!

    OdpowiedzUsuń

.... Pozostaw po sobie ślad na jednej z Zakurzonych Stronic.Każdy, nawet najmniejszy sprawi, że się uśmiechnę...

***

PS Komentowanie anonimowe jest możliwe tylko w weekendy. Spam, propozycje obserwacji, reklamowanie swojego bloga w inny sposób niż podanie odnośnika pod komentarzem ląduje w koszu. Do spamowania jest osobna zakładka, a ja spam czytam. Zachowujmy porządek na swoich blogach!