Chciałam napisać, że przez te długie, jesienne wieczory
nie mamy co robić, a więc powinniśmy zająć się jakąś ciekawą lekturą. Chciałam.
Ale prawie każdy wie, że to byłoby kłamstwo, przynajmniej w moim przypadku.
Wiele osób dba, bym w jesienne wieczory się nie nudziła, chociaż organizowanie
mojego czasu bez mojej zgody wywołuje we mnie wrodzony upór, szczególnie kiedy
moje uzależnienie od książek ciągle rośnie, a każdy narkoman wie, jak ciężko
jest żyć na głodzie. I jeśli myślicie, że narzekam i przynudzam, a przecież źle
nie jest, to macie trochę racji – gdybym była optymistką byłabym tego samego
zdania, a ponieważ jestem realistką, mój pogląd na tę sprawę jest bardzo
pesymistyczny. Jednak nawet teraz, kiedy padam na mordę pod nawałem niechcianych
obowiązków, które prześladują mnie nawet w snach, postanowiłam zrobić sobie
przyjemność polegającą chociaż na wykonaniu zestawieniu tych pozycji, które –
moim skromnym zdaniem – nadają się na jesienną pogodę i wieczory z kubkiem
kakao. Lista jak zwykle obiektywno-subiektywna i w porządku jak najbardziej
przypadkowym.
1. Charlotte Brontë Jane
Eyre. Autobiografia
Jedna z tych książek, które zrobiły mi tegoroczne wakacje
tak bardzo, że moja mama wzięła książkę do swojego pokoju, bojąc się, że będę
czytać w nocy. To ciekawa historia nie tylko miłości o jakiej marzy każda
niepoprawna romantyczka (w tym ja) i pewnej tajemnicy, ale także o samotności i
delikatne studium osoby, która w życiu przeszła wiele. Powieść niezwykle
intymna, sensualna, napisana z artystycznym wyczuciem i wielką delikatnością.
Tak bardzo przepojona emocjami, że trudno się choć przez chwilę nie utożsamiać
się bohaterką czy chociażby obdarzyć ją czytelniczą sympatią i choć są to
często emocje negatywne, to koniec – piękny i skłodko-gorzki, wyłamujący się ze
stereotypowego happy endu – jest z
pewnością krzepiący. Co więcej, to lektura na wieczór czy dwa – wciąga i
uzależnia, że koniec przychodzi zbyt szybko, a kolejne strony mijają
niezauważalnie.
2. Emily Brontë Wichrowe
Wzgórza

3. Elżbieta Chrezińska Saga
Sigrun
Skoro jest nam już ciepło i przyjemnie, dlaczego nie
sięgnąć po jakąś opowieść rozgrywającą się w skutej mrozem Skandynawii? I nie
mówię tu o kryminałach, a opowieści o Wikingach. To nie tylko dobry wstęp do
zainteresowania się wyzawcami Odyna, bo w powieści wiele jest wstawek
uniwersalnych, opowiadających o tym, co i dla nas jest ważne – miłości,
śmierci, religii. Zakończenie nie jest dobre, bo też cała opowieść napisana
jest formie wspomnień głównej bohaterki, będącej w momencie opowiadania już
straszą kobietą; dlatego też styl jest niezwykle intymny, sensualny,
gawędziarski. A szczególnie to ostatnie zachęca do czytania z kubkiem ciepłej
herbaty i zapasem ciastek. I to dużym zapasem, bo jest to jedna z tych książek,
które wciągają niemiłosiernie, ekscytując i zachwycając czytelnika.
4. Kathryn Stockett Służące
Czasami warto odpocząć od ambitniejszych lektur czy po
prostu odpocząć po wykończającym tygodniu, czytając taką książkę jak ta. Bo
powieść jest ciekawym, lekkim i sympatycznym czytadełkiem, niezbyt może
optymistycznym i polukrowanym, bo to zawsze lata 60. w USA, ale za to
wciągającym. Perypetie Murzynek, panienki Skeeter i panienki Celii to relaks
dla umysłu i coś pokrzepiającego – a nawet budującego – dla ducha, niosąca z
sobą coś jeszcze, poza fajną, zgrabną historią. Czyta się szybko i płynnie, a
ciekawy język Autorki płynie przez palce. I choć książka nie zostanie
zapamiętana przez kolejne pokolenia, czy też uznana za ważny głos w sprawie
segregacji rasowej, to może poruszy coś w nas i zmusi do refleksji. No i
będziemy mieli zaplanowany kolejny wieczór: po przeczytaniu dobrze byłoby
obejrzeć ekranizację!
5. Richard Flanganan Ścieżki
północy
Żeby nie było, że się powtarzam i wciąż do zestawień
wędrują te same książki – nowość na księgarskich półkach i moim zdaniem
absolutny must read każdego
prawdziwego wielbiciela dobrej prozy. Oczywiście nie jest to książka zabawna,
wzruszająca czy wciągająca – używając tu tych określeń narazimy się jedynie na
śmieszność. To ważna powieść, przynajmniej dla Autora. To kolejne, w dobrym,
starym stylu, rozliczenie z demonami II Wojny Światowej. I choć wrażliwcom
czasami może robić się słabo, to z pewnością nikt, kto uważa się za konesera,
nie pogardzi choćby językiem powieści. Nie mówiąc już o kolejnych warstwach,
odwołaniach literackich do haiku i klasyki poezji i wielu ważnych, acz ponurych
prawd życiowych. Dlaczego polecam na jesień? Cóż, to idealnie jesienna, ponura
pozycja. Dla każdego, komu jest zdecydowanie za wesoło, kiedy całymi dniami
pada deszcz.
6. Jan Dobraczyński Małżeństwo
Anny
Dla wszystkich miłośników starych, dobrych sag rodzinnych,
szczególnie tych, których akcja dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym i w
czasie II Wojny Światowej. Panorama ludzkich losów, charakterów i zdarzeń,
większych czy mniejszych, które składają się na codzienne życie. Do
kontemplacji, namysłu, wolnego czytania z przerwami na spoglądanie w okno i
zastanawianie się nad tym, co właśnie się przeczytało. I choć Autor nie jest
pisarzem idealnym, to ta książka udała mu się bardzo, szczególnie w kwestii
psychologicznej bohaterów, którzy są czasami bardzo podobni do nas, więc mogą
zostać naszymi kolejnymi książkowymi przyjaciółmi i ciekawych kolei ich życia z którymi czasami
możemy się utożsamić. Zachęcam więc do odkrywania losów tytułowej Anny i jej
rodziny, kiedy będziemy mieć przed sobą długi wieczór i ochotę na powolną,
kontemplacyjną, ale pachnącą domem lekturę.
7. Alexander Dumas Trzej
muszkieterowie
Co jest lekiem na jesienną chandrę i nudę? Oczywiście, że
książka z porywającą fabułą i ciekawymi (przystojnymi!) bohaterami. Jeśli do
tego dorzucimy piękne suknie, femme
fatale, czary i spiski otrzymamy mieszankę kontrolowanie wybuchową, taką,
która sprawi, że zapomnimy o całym świecie wokół. I nawet nie zauważymy kiedy
przeczytamy tę cegłowatą przecież
książkę, ba!, będziemy chcieli więcej, a po wszystkim wpadniemy w niezły kac
książkowy. Ale co lepszego może być wtedy, kiedy za oknami pada deszcz i pogoda
zniechęca do jakiejkolwiek większej aktywności? Kolorowe suknie dam i cokolwiek
dziwne ubiory mężczyzn ubarwią nasz świat i zapewnią pożywki dla naszej
wyobraźni. Problem tylko w tym, czy wystarczy czasu, by wszystko przeczytać od
początku.
8. Łukasz Wasilewski Oddawaj
różdżkę, Phong!
Mimo że to debiutancka powieść Autora, a więc zdarzają się
mankamenty, nawet w obecnej postaci rozświetli ponure dni i podziała jak
zastrzyk kofeiny, kiedy będziemy myśleć, że zaraz zaśniemy czy ciśnienie będzie
zbyt małe. To odskocznia w świat romansu, teraz pod Pałacem Kultury i Nauki
oczywiście w bardziej barwnej wersji. I choć akcja powieści toczy się raczej w
okolicach Bożego Narodzenia, to warto po nią sięgnąć, choćby dlatego, żeby
przywołać do siebie tą ciepłą, rodzinną atmosferę i pokibicować głównej parze
bohaterów. Bo śmiech to zdrowie. A przypominając sobie śmieszne sceny możemy
się uśmiechać nawet wtedy, kiedy stoimy wśród niezbyt wyspanych ponuraków.
9. Michelle Richmond Rok
we mgle
Ładnie napisane czytadełko. Trochę psychologii, nieco
kryminału, a wszystko zatopione w oparach wspomnień, które mogą nas zawodzić. I
te wakacyjne, letnie klimaty Los Angeles, oceanu i, przede wszystkim,
przystojnych surferów. Można się poczuć jak w czasie egzotycznych wakacji, a w
dodatku naszą uwagę absorbują poszukiwania głównej bohaterki, zagadka zginięcia
małej dziewczynki i psychologiczne aspekty powyższych problemów, poprzecinane
elementami teorii fotografii, rzeczy może nieco banalne, ale napisane pięknym
językiem, który jest największym plusem powieści. To dość inteligenta opowieść,
idealna, gdy przychodzimy zmęczeni ze szkoły lub z pracy i potrzebujemy
rozrywki na niezłym poziomie, zapomnienia o rzeczywistości i poczytania o
czyichś problemach.
Rzecz do łyknięcia w jedno popołudnie, dla tych, którym
zabrakło czasu na Trzech muszkieterów.
Choć słabsze od tego klasyku, to wcale niezłe. Na pewno Anglia za czasów
Elżbiety I, spiski, twierdza Tower i piękna, tajemnicza Sybilla Darrier. Czego
chcieć więcej? Mózg się ucieszy, bo nie trzeba używać wycieńczonych komórek, a
powieść gatunkowo przypominająca historyczny kryminał wciąganie nas na tyle, że
zapomnimy o otaczającej nas rzeczywistości. Jednak najlepsze jest to, że osoby
będące na co dzień nauczycielami, uczniami, sekretarkami, księgowymi czy
sprzedawcami stają się królewskimi szpiegami, podobnymi nieco do Jamesa Bonda,
którzy stają przed ważną misją uratowania królestwa. Kto się temu oprze, choćby
to miało trwać jeden lub dwa wieczory?
Oo tak! Siostry Bronte idealne na jesień, uwielbiam "Jane Eyre". A "Ścieżki północy" będę czytać już wkrótce. :))
OdpowiedzUsuńKsiążki muszą być świetne, niestety, nie czytałam jeszcze żadnej z nich i muszę to zmienić. :) Moim faworytem na jesienne wieczory jest książka Michelle Hodkin - Mara Dyer - Tajemnica.
OdpowiedzUsuńhttp://z-pamietnika-koniary.blogspot.com/
Saga Sigrun? Jestem mocno zaintrygowana :)
OdpowiedzUsuńMoje-ukochane-czytadelka
Muszę jak najszybciej dorwać Wichrowe Wzgórza.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Na swojej półce mam "Wichrowe wzgórza", więc może uda mi się je poznać tej jesieni ;)
OdpowiedzUsuńCiekawe zestawienie. Choć żadnej z tych pozycji nie czytałam, to każdy tytuł kojarzy mi się z bardzo pochlebnymi opiniami, dlatego już od dawna chciałam się za nie zabrać. Może masz rację, że jesień to idealny czas właśnie na nie...?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Shelf of Books
Przeczytałam tylko "Trzeb muszkieterów", ale "Służące" stoją na półce, a "Jane Eyre" i "Wichrowe wzgórza" mam w planach. Zaintrygowałaś mnie natomiast "Ścieżkami północy" i "Małżeństwem Anny".
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Dla mnie najlepszy na jesień jest mój niezawodny Sherlock Holmes! <3 idealny, gdy za oknem ponuro :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :D http://wpatrzona-w-niebo.blogspot.com
wichrowe wzgórza mam <3
OdpowiedzUsuńOj, jakie fajne książki!
OdpowiedzUsuńNoszę się z zamiarem przeczytania 'Wichrowych wzgórz' po angielsku. Mam taką wersję Penguin.
Dumas jest świetny, relaksujący i najlepszy.
'Ścieżki północy' też będę czytać.
A w ogóle to podzielam uzależnienie od książek. Kto nie czyta, ten nie zrozumie....
Znam tylko "Oddawaj różdżkę, Phong!" :) Tej jesieni chętnie poznam "Spisek Tudorów".
OdpowiedzUsuńWichrowe wzgórza! Świetna książka <3 A Służące może sama przeczytam tej jesieni :D
OdpowiedzUsuńhttp://to-read-or-not-to-read.blog.pl/
Wichrowe Wzgórza uwielbiam! I planuję właśnie przed zimą jeszcze raz do książki zajrzeć ;)
OdpowiedzUsuńMam zamiar do końca jesieni przeczytać "Wichrowe Wzgórza" :)
OdpowiedzUsuńBardzo nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła przeczytać "Wichrowe Wzgórza". Ciekawi mnie bardzo ta książka po Twojej recenzji.
OdpowiedzUsuńhttp://my-opinion-of-books.blogspot.com/