Wiele osób skarży się na lektury szkolne – zabijają radość
czytania, nudzą swoim niezrozumiałym językiem i problemami należącymi do
historii, zresztą czasami arcydziełami nie są. No i jeszcze niektórzy nauczyciele
polskiego, którzy nie potrafią wydobyć z przeczytanej przez uczniów książki nic
kreatywnego, twórczego, zapadając w schematyzm książek z opracowaniami – przez
całą szkolną karierę miałam tylko jedną nauczycielkę, która potrafiła
zainteresować, wzbudzić jakieś refleksje, porozmawiać z uczniami na temat,
będący tylko ciekawym rozwinięciem lektury. I choć wiele z książek tych lubię i
jestem zdania, że należą do kanonu, jaki powinien znać każdy człowiek uważający
się za inteligentnego, uważam, że w kilku punktach powinno się ową listę
odświeżyć, a może po prostu dodać nowe pozycje, zgrabnie wszystko mieszając.
Ponieważ nie jestem jednym z polityków, obiecującym gruszki na wierzbie i
mówiącym ogólnikami, listę takich pozycji mam już przygotowaną – nie chwaląc
się oczywiście, bo kim jestem, jak tylko skromną blogerką książkową? Za
marzenia jednak nikt nie zabija, a ja lubię marzyć. Dlatego przygotowałam
poniższą listę (książki zostały ułożone w kolejności zupełnie przypadkowej).
1. Stendhal Czerwone
i czarne
Doskonałe uzupełnienie na lekcje historii – dzięki
powieści łatwiej można rozumieć przemiany, jakie w społeczeństwie francuskim w
okresie ponapoleońskiej Restauracji Burbonów. Kawał niezłej prozy w dodatku,
choć dość błahej i banalnej, raczej prześmiewczej niż poważnej, z pewnością
zupełnie nie na serio. Można więc się także się pośmiać, nawet odprężyć, a
jednocześnie nie stracić ani jednej szarej komórki, bo lektura tak zupełnie
głupia nie jest, wręcz przeciwnie. Cóż, warto byłoby, żeby uczniowie poznali
książkę choćby dlatego, że długo figurowała w Indeksie Ksiąg Zakazanych, co –
jak myślę – rozbudzi ich ciekawość.
2. Markus Zusak Złodziejka
Książek
Ładne porównanie z Niemcami
Kruczkowskiego – opowieść o niemieckiej dziewczynce w II Wojną Światową i
holocaustem w tle. Mimo wielu ciekawych zabiegów literackich, w tym narracji z
ciekawego punktu widzenia (Śmierć!) i eksperymentów językowych, czyta się
bardzo lekko i przyjemnie. To coś dla ducha, coś dla ciała i dużo dla
inteligencji, dla sposobu postrzegania tamtych wydarzeń i umiejętności
patrzenia z wielu perspektyw tudzież posiadania szerokich horyzontów, co, moim
skromnym zdaniem, powinno przyświecać szkole jako cel. Zresztą, jak można
oprzeć się tym czarownym obrazkom i smutnemu zakończeniu historii?
3.
C.S
Lewis Cztery Miłości
Każdy kocha. Każdy uczy się kochać. Każdy powinien umieć
kochać. Ponieważ jesteśmy ludźmi, jesteśmy niedoskonali. Nie mówiąc tu o
młodzieży, szczególnie tej gimnazjalnej, której pojęcie o miłości i przyjaźni
kształtowane jest przez telewizję i inne media (po przeczytaniu książki ze
zrozumieniem każdy zobaczy, że takie pojęcie jest jak najbardziej mylne).
Lekcji religii nikt nie bierze pod uwagę, albo na nią nie chodzi, a jeśli już,
to rzadko tak ważny i ważki temat jest – niestety! - jest podejmowany. Myślę,
że ta pozycja ma szansę zmienić ten stan rzeczy: napisana jest prostym,
przystępnym językiem, nie jest gruba i dużego formatu, ale to wystarczy, by
nauczyć się i zrozumieć wszystkie ważne kwestie tego niezwykle ważnego
zagadnienia. Tak, niejednemu przyda się trzeźwy umysł Autora i jego ironiczny
komentarz!
Basia była jeszcze dzieckiem, kiedy do drzwi ich domu
zapukało NKWD. Wraz z rodziną wyruszyła w długą podróż aż za góry Ural, do
Kazachstanu, gdzieś w głąb ZSRR, gdzie w straszliwych warunkach przetrwała całą
II Wojnę Światową. To zbiór wspomnień, fragmentów pamiętnika, pełen emocji i
autentyzmu – bardzo łatwo zaprzyjaźnić się jest z Basią, jej rodzicami i
znajomymi, wyobrazić sobie sytuacje, w których znalazła się bohaterka. To kawał
historii, bo los Basi jest uniwersalny, jest losem wielu innych wysiedlonych na
Sybir Polaków, a jednocześnie po prostu zajmującą, stepową historią, pełną
ciekawych przygód i sytuacji, zupełnie nieznanych dla czytelnika. I miło się
czyta, bo Basia potrafi zaciekawić swoją opowieścią, a lektura pozwala na
refleksję nie tylko o bestialstwie II Wojny Światowej…
5. Suzanne Collins Igrzyska
Śmierci. Trylogia
To chyba najbardziej młodzieżowa pozycja na liście –
prawdziwe osiągnięcie młodzieżowego SF, prekursor dystopii w tym gatunku. W
przeciwieństwie do wielu innych powieści, Collins poza wątkiem miłosnym i
opowieścią o młodej dziewczynie, która ma odwagę sprzeciwić się panującemu
porządkowi, wplątuje tu wiele innych wątków: przyjaźń, rodzina, poświęcenie,
polityka, wojna, zdrowie psychiczne; chociaż większość jest delikatna,
wysubtelniona, między słowami. To prawdziwe mistrzostwo w swoim gatunku i
bardzo ciekawa, zachęcająca do czytania opowieść, z akcją niczym z najlepszych
gier RPG, rozrywka na najlepszym poziomie nie tylko dla uczniów, ale i dla
otwartych na nowości nauczycieli.
6. Zofia Kossak-Szczucka Król Trędowaty
Będę tę książkę polecać wszędzie, zawsze i wszystkim,
szkolnej młodzieży również. Ostatecznie trochę średniowiecza nie zaszkodzi, bo
i w każdej klasie znajdzie się ktoś, kto oglądał Królestwo Niebieskie czy grał w
asasynów. To zresztą piękna opowieść o cierpieniu niewinnego człowieka, o
wierze, o władzy i polityce – tak uniwersalna, że chyba każdy powinien ją znać
i czasem przypominać sobie fragmenty, dziwnie pasujące do fragmentów jego
życia. Powieść czyta się lekko, bez wnikliwej znajomości dziejów Królestwa
Jerozolimskiego, śmiało można też płakać i śmiać się wraz z bohaterami, bo
Autorka, świetnie pokazując mentalność człowieka tamtej epoki, imponuje
błyskotliwym humorem i żartami prawdziwie śmiesznymi; trudno także, jeśli jest
się wrażliwcem, nie zapłakać przy niektórych scenach. No i - to chyba najważniejszy argument – postać
Baldwina IV zasługuje jeszcze na większą popularność, niż cieszyła się do tej
pory.
7. Emily Brontë Wichrowe
Wzgórza
Pomyślałby ktoś, że ta propozycja to zwykłe romansidło –
nic bardziej mylnego. Chociaż przypadnie do gustu romantykom i osobom lubiącym
stylistykę gotycką, tak naprawdę trudno jednoznacznie określić, o czym ta
książka jest i co to za gatunek. I to może być powodem ciekawej dyskusji – jak
każde literackie arcydzieło ma w sobie wiele odniesień do innych arcydzieł,
tropów literackich, a każdy rozdział można interpretować na wiele różnych sposobów,
zachwycając się powieścią w warstwie fabularnej, filozoficznej i jeszcze nie
wiem jakiej. I ten język! Czysta poezja, w dodatku niezbyt nachalna, niemal nie
wyczuwalna, a jednak hipnotyzująca czytelnika. No dobrze, nie rozpisuję się. To
nie miała być litania zachwytów.
8. Vladimir Nabokov Lolita

(nazwisko pisarza umieszczono w spisie lektur dla liceum, ale nauczyciele mają do wyboru jeszcze dużo innych pisarzy i nie zawsze wybierają ten utwór)
9. Christine F. My,
dzieci z dworca Zoo
Tematycznie związana z następną propozycją, ale znacznie
mocniejsza. To realistyczny, naturalistyczny wręcz obraz życia narkomana, nie
pozostawiający żadnych wątpliwości i złudzeń. Obraz czarny i odpychający. Mrok
jest lepki i ma fetor wymiotów oraz posmak mężczyzn, którzy za seks dają
pieniądze na heroinę. Mrok owija, jest zimny jak dotyk igły strzykawki. Pewnie
uczennice o słabszych nerwach zrezygnują z lektury, tak samo jak osoby
wyczulone na przekleństwa, ale opowieść niemieckiej narkomanki niebezpiecznie
wciąga, chociaż czasami jest straszniej niż w horrorze o duchach czy wampirach.
Ale jedno jest pewne – to jest najlepsze remedium na wszystkie narkotyki i
dopalacze pojawiające się w szkołach. Bo nikt, kto jest normalny, nie chciałby
mieć choć w połowie takiego życia jak Christine.
10. Barbara Rosiek Pamiętnik
narkomanki
Basia uzależniła się od morfiny. I wielu innych
narkotyków. Basia ćpała, paliła, robiła sobie zastrzyki. Patrzyła, jak umierają
jej wszyscy znajomi. Sama włóczyła się po szpitalach psychiatrycznych, bo
myślano, że ma schizofrenię. Nawet w ośrodku dla narkomanów nie można było jej
pomóc, po śmierci koleżanki postanowiła więc popełnić samobójstwo. Cudem
uratowana, przestała ćpać, widząc, jakie spustoszenie w jej ciele zrobiły
narkotyki – choroba psychiczna, depresja, wada serca, życie za pan brat ze
śmiercią. I wszystko owinięte w subtelną poezję, bo Autorka ma naprawdę
niezwykły talent, piękne, delikatne, może aż za bardzo. Może to jest jedna z
wad tej książki – nie ma brutalności, jest więcej poezji niż realizmu, więcej
liryki niż codziennej, mrocznej prozy. Ale jak kogoś nie przekona My dzieci z dworca Zoo – co jest
prawdopodobne i absurdalne – może sięgnąć po tę pozycję, choćby dla przestrogi.
Pod "Złodziejką książek" podpisuje się rękami i nogami.
OdpowiedzUsuńZłodziejka książek - zdecydowanie! :)
OdpowiedzUsuń"Złodziejka książek" według mnie też powinna zostać lekturą, ponieważ przedstawia z zupełnie innej strony społeczeństwo niemieckie, pokazuje, że wśród Niemców też byli ludzie o dobrych sercach... Chociaż z drugiej ilość stron mogłaby niektórych, ba!, większość uczniów przerazić i zamiast przeczytać książkę, obejrzeliby film :/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Tutti
Czytałam tylko dwie pozycje z tej listy, a mianowicie trylogię "Igrzyska śmierci" i "Złodziejkę książek" - myslę, że nadawały by się na lektury, a zwłaszcza książka Marcusa Zusaka :)
OdpowiedzUsuńCałkowicie się zgadzam z Lolitą. Nawet jeżeli nie pod względem tematyki to właśnie żeby poznać sam styl Nabokova, bo jest genialny! Polemizowałabym z Wichrowymi Wzgórzami, bo ja jakoś nie zachwyciłam się tą pozycją. :(
OdpowiedzUsuńCo do większości się zgadzam, nawet jeśli jeszcze nie czytałam, na przykład ciekawa jestem Lolity :D Igrzyska nadają się, bez dwóch zdać. O Złodziejce dużo czytałam i też chcę ją poznać, a co do Narkomanki, to książka jest lekturą w gimnazjum, jest okej, ale w końcu nudzi - dzieje się cały czas to samo - odwyk, powrót o nałogu, czyjaś śmierć, odwyk, powrót do nałogu, czyjaś śmierć ... - rozumiem, że to historia prawdziwa i cenie to, a szczególnie siłę woli i myślę, że książka powinna pozostać w lekturach, choć ja się do końca w niej nie odnalazłam :)
OdpowiedzUsuńbe-here-now-and-forever.blogspot.com
Zgadzam się z większością twoich propozycji, ale drugi raz nie przeczytałabym "Wichrowych wzgórz":)
OdpowiedzUsuńAkurat miałam w gimnazjum za lekturę "My, dzieci z dworca ZOO". ;) Nikt chyba nie opowie tak o uzależnieniu jak osoba uzależniona. Wiem też, że inna klasa w moim gimnazjum miała IŚ za lekturę. Przynajmniej polonistka przekonała się, że ta książka to nie jakieś puste zabijanki. "Złodziejka książek"... Taką książkę mieć za lekturę... :D
OdpowiedzUsuńNie czytałam żadnej z tych książek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
http://miedzy--stronami.blogspot.com/
Bardzo ciekawe przyrównanie. Przynajmniej oryginalne!
OdpowiedzUsuńDo tych, które czytałam - zgadzam się!
Jednak widzę, że muszę jeszcze co nieco nadrobić ;)
Choć szkolę skończyłam dość dawno, to pamiętam, że niektóre lektury były dla mnie czymś okropnym. Oczywiście jest też kilka, które bardzo miło wspominam, bo mi się podobały i chętnie bym do nich wróciła.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że twoja lista nawet mi się podoba... Owszem, część z nich wydawać może się kontrowersyjna, ale również pod wieloma względami wartościowa i życiowa (chociażby "My, dzieci z dworca zoo" czy "Lolita"). Może kiedyś znajdą się w wykazie, bo uważam, że o rzeczach trudnych trzeba rozmawiać, a nie unikać...Wydaje mi się także, że pożytek z takich lektur byłby większy niż np z Harrego Pottera (chociaż ja osobiście go uwielbiam).
Pozdrawiam
http://papierowawyobraznia.blogspot.com/
Chciałabym, żeby lektury szkolne były książkami, które faktycznie uczą życia. Moim zdaniem "Cztery Miłości" jak żadna inna nadaje się na wskoczenie na listę lektur.
OdpowiedzUsuń***
Blog o książkach!
http://wczytana.blogspot.com/
Uważam, że jest wielu wspaniałych pisarzy, których książki powinny się znaleźć na liście lektur szkolnych. Najchętniej zobaczyłabym tam coś napisanego przez Fitzgeralda :)
OdpowiedzUsuńRównież z wielką checią zmieniłabym liste lektur. Za każdą z książek, które mamy zadane z szkole biore sie z wielkim zapałem mając nadzieje, że akurat w tej znajde coś co mnie zainteresuje. Niestety ponad połowe zaczynam, ale nie kończe, bo najzwyczajniej w świecie sie mecze. Poza tym nie ma sensu czytac książki kiedy moje myśl są hen, hen daleko. Uwielbiam czytac, ale wielokrotnie, kiedy siegam po lektury szkole zdaje sobie sprawe, że na prawde bardzo mało brakowało, a nie odkryłabym, że istnieją książki wartościowe i jednocześnie takie, które potrafią mnie zaciekawic.
OdpowiedzUsuńBardzo chetnie zamieniłabym moją liste lektur, na widniejącą w poście.
Pozdrawiam i przepraszam za błedy, ale coś złego dzieje sie z moją klawiaturą ;)
recenzje-starlight.blogspot.com
Dwóch ostatnich pozycji nie czytałam, ale uważam, że warto mówić w szkołach o narkotykach. Od siebie dorzuciłabym jeszcze "Pocztówkę z Toronto". Taka lekka, krótka, a jakże ważna historia.
OdpowiedzUsuńDruga Strona Książek
Zdecydowanie sie z Tobą zgadzam! Kiedy weszłam na ten post, byłam pewna, ze to kolejny z cyklu: "Niezgodna i Dary Anioła na lektury, bo Jace" a Ty naprawdę mnie zaskoczyłaś. No, i muszę przeczytać te ksiażki, zwłaszcza "Wichrowe wzgórza" i "Króla trędowatego".
OdpowiedzUsuń"Wichrowe wzgórza" tak, tak, tak. Młodzież powinna czytać tę powieść w szkole. Świetna lista :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%! Najwyższy czas odświeżyć listę nieszczęsnych lektur i wplątać między te najistotniejsze pozycje, trochę ciekawszych powieści :D Nie jeden nastolatek przekonałby się do czytania!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - http://wpatrzona-w-niebo.blogspot.com :)
Większości nie miałam okazji czytać, ale nadrobię. Kiedyś. Co do punktu z Igrzyskami i Złodziejką książek również się zgadzam :)
OdpowiedzUsuń"Złodziejka książek", "Pamiętnik narkomanki" "My, dzieci z dworca ZOO" oraz "Wichrowe wzgórza" jak najbardziej powinny się znaleźć w leksykonie szkolnych lektur. Czytałam te książki na "własną rękę". Takie książki powinno poznać szersze grono młodych uczniów, gdyż są warte poznania. Chociaż dopiero co wyszłam z gimnazjum, uważam, że zasób lektur jest jest dość ubogi w tego typu powieści.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i świetny post.
Ronie z http://ronie-books.blogspot.com
Muszę przyznać, że co do niektórych książek - zgadzam się, że byłyby dobrymi lekturami szkolnymi. Chociażby "Pamiętnik narkomanki" czy "Złodziejka książek" - chociaż jeszcze nie czytałam, już sporo dobrego o tej książce słyszałam i czeka na to, by po nią sięgnąć. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
A.
http://chaosmysli.blogspot.com
Myślę, że dużym problemem lektur szkolnych jest fakt, że w momencie, gdy były one pisane, były kierowane do osób dorosłych, a nie do dzieciaków w wieku gimnazjalnym czy nawet licealnym. Taka "Lalka" przecież z całą pewnością nie celowała w grupę wiekową 15-17 lat. Wydaje mi się, że o wiele cenniejszym byłoby zaszczepienie w dzieciach miłości do czytania oraz zachęcanie ich, by w przyszłości sięgnęły po książki, które są uważane za najistotniejsze w światowym dorobku literackim.
OdpowiedzUsuńGdy wspominam sobie moje przygody czytelnicze w szkole, najlepiej pamiętam te książki, które były skierowane do mojej grupy wiekowej lub której bohaterowie byli moimi rówieśnikami. I tak "Dzieci z Bullerbyn" czy "Kamienie na szaniec" na zawsze będą mi się kojarzyć jako dobre książki. A wcześniej wymieniona "Lalka" czy nieszczęsny "Pan Tadeusz" nadal mam zaszufladkowane jako straszne książki, choć mój odbiór tych dzieł, gdybym zabrała się za nie teraz, byłby z całą pewnością inny, jak i przyjemny.
Nie neguję w żaden sposób rangi utworów, które znajdują się w spisie lektur. Tak, są to ważne książki. Jednak czy oznacza to, że jest konieczność, by dzieciaki w szkole je przerabiały, kiedy ich nie rozumieją? Myślę, że nie. Jest wiele książek, które odwołują się do wartości, jakie znaleźć możemy w tych dziełach poniekąd klasycznych, a które nie są tak ciężkie w przyswojeniu dla dzieciaków.
Pamiętam jak na przełomie gimnazjum i liceum czytałam trzy ostatnie wymienione przez Ciebie pozycje. Zapamiętałam z nich o wiele więcej niż z "Dziadów";)
wiezaobserwacyjna.blogspot.com
Zgodzę się z wszystkimi książkami oprócz Igrzysk. Nie wiem, co by tam można było omawiać. Chyba tylko na jedną lekcję :)
OdpowiedzUsuńWiesz co, niekoniecznie bym poparła te książki jako lektury. Dałabym Harry'ego Pottera, bo to klasyka dla rozwoju dziecięcej wyobraźni. "Złodziejka książek" może by weszła do liceum. Ale reszta do mnie nie przemawia.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam! :)
http://heaven-for-readers.blogspot.com/
Och Wichrowe Wzgórza w szkołach - byłoby fantastycznie, wspaniała książka! ;)
OdpowiedzUsuńCoś mi się zdaje, że wtedy takie książki zostałyby znienawidzone. :( Choć ja osobiście byłabym za wprowadzeniem Złodziejki książek czy Igrzysk śmierci do listy lektur. ;) Reszty książek przez ciebie podanych nie czytałam. ^_^
OdpowiedzUsuńZgadzam się z każdą chyba propozycją : )
OdpowiedzUsuńFun fact - Igrzyska Śmierci są dozwoloną lekturą w Wielkiej Brytanii i mojej szkole dzieci ją przerabiały. Z naciskiem na dzieci, bo moim zdaniem powinna być ona lekturą dla trochę starszych odbiorców, ale i tak doceniam to, bo była moją ulubioną książką dopóki media nie zeszmaciły jej wizerunku </3
Uwielbiam takie posty. :) Ja jestem jak najbardziej za Igrzyskami. :)
OdpowiedzUsuńLista naprawdę dobrych pozycji. Sama miałam "Dzieci z dworca zoo" jako lekturę w gimnazjum i myślę, że nie tylko ja, ale uważam, że nadaje się ona do liceum, ponieważ była dla mnie ogromnie wstrząsająca.
OdpowiedzUsuń"My, dzieci z dworc ZOO" mieliśmy to jako lekturę szkolną i naprawdę ciężko było mi przez nią przebrnąć przez wzgląd na ciężki temat. Zgadzam się, że "Złodziejka książek" powinna być lekturą i żałuję, że wciąż nikt nie docenia jej edukacyjnego potencjału, a jeśli chodzi o "Igrzyska śmierci" to zmusiliśmy naszego polonistę, żeby to przeczytał, podobało mu się i omawialiśmy to trochę na lekcji :)
OdpowiedzUsuńBooks by Geek Girl
Gdyby chociaż zmienił się sposób omawiania tych książek, które teraz są w kanonie - byłoby lepiej. A tu człowiek przeczyta i normalnie zostaje rozstrzelany pytaniami o najdrobniejsze pierdoły, których nie sposób zapamiętać. Twoje propozycje ciekawe, ja dodałabym "Harry'ego Pottera" i "Anię z Zielonego Wzgórza" :)
OdpowiedzUsuń"Złodziejka książek", "My, dzieci z dworca ZOO" i "Pamiętnik narkomanki" - jestem na TAK! :)
OdpowiedzUsuń