Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carolyn Jess-Cooke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carolyn Jess-Cooke. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 czerwca 2014

I zawsze, przy mnie bądź, książko. Recenzja książki

Wymyszkowałam tę książkę w Internecie, uważając ją na początku za następną tandetę o dziewczynie zakochanej w aniele, chociaż piękna okładka, w niebieskich odcieniach, na to nie wskazywała. Jakoś nie miałam kiedy się za nią zabrać, bo miałam tyle innych książek, no i odpychało mnie coś od niej. Co? Nie wiem. Przeczytałam kiedyś krótką i negatywną recenzję, może to? W każdym razie, przygotowana na tandetę, zaczęłam czytać.

Margot umarła. Po śmierci zmienia się w anioła, w Ruth. Od tego dnia ma przeżyć swoje życie jeszcze raz – ma opiekować się sobą. Zobaczyć swoje nędzne życie od początku. I tak zaczyna się ta historia – od pierwszych kartek bolesna, raniąca i uderzająca w samo serce. Margot, dziewczyna z straszliwym dzieciństwem, przez całe życie będzie odczuwać psychologiczne skutki traumy. I tak zaczyna się ta piękna opowieść, bolesna i straszna. Narratorka, Ruth, patrzy na swoje życie w nowej perspektywie i opowiada nam o Sierocińcu Świętego Antoniego, śmierci kolejnych dwóch ukochanych opiekunek, krótkim pobyt u lekarza, który uratował jej życie i jego rodziny, wyjeździe do Ameryki, pierwszym chłopaku, znajomym, przyjaciółce, mężu, synu, kochanku. O tym, że syn zabił człowieka, który gwałcił dziewczynę, że był Theo był skazany na dożywocie, że w końcu się ożenił, że jej mąż był pisarzem, że kochanek w końcu rozczarowany odszedł, że nigdy nie podpisała papierów rozwodowych, że otworzyła agencję literacką, że przybrany ojciec zmarł na progu własnego domu z walizką w ręku, kiedy chciał pojechać do Nowego Jorku, chcąc zobaczyć dziecko Margot. I wreszcie o zabłąkanym pocisku, który zabił Margot.

W to został, oczywiście, wpleciony wątek Ruth: walka z demonami, przyjaźnie między aniołami i, najważniejsze, ryzyko poświęcenia nieba dla szczęścia podopiecznej. Cierpienie spowodowane patrzeniem na swoje życie i związana przemiana Ruth w serafina: miecz Boga. Odkupienie spowodowane patrzeniem na swoje błędy, straszliwą przeszłość, zrozumieniem, że niektórych spraw, wyborów nie da się już zmienić.

Książka przywraca wiarę w to, że kiedyś będzie lepiej. Bóg, jak mówi książka, jest sprawiedliwy i pełen miłości, nawet dla kogoś takiego jak Margot – osoby, która traumę zapijała alkoholem a odłamki swojego życia próbowała pozbierać za pomocą używek. To niezwykła obyczajówka. Książka zupełnie nie w stylu mdłych opowieści o dobrze postawionych osobistościach, których jedynym zajęciem i problemem są rozterki miłosne, ani cukierkowe opowiastki o blondynkowatej córce pomywaczki, która spotyka księcia jak Kopciuszek. Jest to brutalna opowieść, pełna straszliwej przeszłości, która potrafi popchnąć do straszliwych czynów, bólu, prób rozłożenia skrzydeł, emocjonalnych pułapek i ludzkiej tragedii. A także o miłości, która potrafi przetrwać wszystko. Miłości kruchej tylko na pozór.

Ale także niezwykłe fantasy, na które nie wpadł jeszcze nikt, mimo że o aniołach ludzie wypisali tysiące stron. Opowieść Ruth, to opowieść o poświęceniu, odkupieniu i prawdzie. I ten wątek, dopracowany w każdym szczególe, zasługuje na przyjrzenie się mu bliżej. Sposób widzenia świata, światopogląd i relacje Ruth, są jednocześnie takie niesamowite, a też takie.. prawdziwe, że jestem niemal pewna, że tak właśnie jest aniołami.

Warto także napisać nieco o psychologicznym wymiarze książki. Margot, główna bohaterka, to naznaczona piętnem własnej przeszłości osoba, która nie mając nikogo, kto może jej powiedzieć, jak coś należy robić, stacza się coraz bardziej w przepaść. Właściwie to jest tak: jeśli Ruth została aniołem, to Margot, osoba którą była wcześniej, stacza się w dół, pociągając za sobą syna i wszystkich wokół siebie raniąc. Pociąga to za sobą szereg katastrof, małych końców świata. Jest suma doświadczeń, losu, wyborów a także, a może przede wszystkim, demonom. Demonom, które jednak zawsze przegrywają w ostatecznej rozgrywce z aniołami.

Sposób opowiadania jest doskonały. Opowieść wciąga, intryguje, nie pozwala się oderwać od tekstu, Autorka płynnie przechodzi od rozdziału do rozdziału, od strony do strony, od wątku do wątku ukazując ciężką egzystencję Margot. Pisarka ma bogate słownictwo, świetnie operuje słowami, lekko, finezyjnie opowiada historię, nie pompując ją zbytnio, nie przeładowując słownictwem, nie wydłużając wszystkiego, co jest niepotrzebne (zrobiła mi przysługę, nie rozciągając fabuły na setki stron, tylko zamykając wszystko w 241 stronach). Jest to historia, mimo że opowiada o tragediach, liryczna i melancholijna. Delikatna.

Kierowanie się okładką, szczególnie tą dziewczynką w błękitach i myślenie, że jest to książka na fanek „Zmierzchu” i jedenastolatek jest mylne. Okładka oddaje tylko nastrój książki, ale nie to, co tam będzie się działo. A tak w ogóle, zastanawiam się, czy rzeczą właściwą byłoby polecanie jej dzieciom i młodszym nastolatkom zaczytujących się w „bestsellerach” jest właściwe. Raczej Autorka pisała to dla starszej młodzieży i tej świadomej Zła, a także dorosłym. W każdym razie, każdemu, kto czuje, że jest dojrzały.

Bo ta książka jest inna, dojrzała. Powiedziałabym: efemeryczna. Smutna, ale niesamowita. I nie całkiem o aniołach. No ale to jedna z tych, które dodają swoim, poniekąd, pozytywnym zakończeniem, sił na przetrwanie. To jedna z tych książek, które trzeba mieć przy sobie. Zawsze.

I z czystym sumieniem wystawiam poniższą ocenę.

Tytuł: „Zawsze przy mnie stój”
Autor: Carolyn Jess – Cooke
Moja ocena: 8,5/10