Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2015

Poetycka Niedziela #10: Czesław Miłosz „Piosenka o końcu świata” + rozwiązanie konkursu



Czesław Miłosz (1911-2004) – polski poeta i pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla. Urodził się na Litwie, w rodzinie szlacheckiej, w czasie II Wojny Światowej wyjechał do Warszawy, a potem Krakowa. W 1960 roku przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, skąd wrócił w latach 90. Nagrodę Nobla otrzymał w roku 1978 za całokształt twórczości, jest także kawalerem Orderu Orła Białego. W jego twórczości, obok bardzo wyraźnych nawiązań do poezji katastroficznej, dominujące są także wątki religijne i kontemplacyjne; podejmował problematykę powrotu do dawnych wartości, kultury, sumienia i wiary, wyrażając pogląd, że jest to droga do ocalenia człowieczeństwa, którego kryzys widział w II Wojnie Światowej. Jego poezję przetłumaczono na 44 języki.

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

*

Chciałabym także przedstawić wyniki przeprowadzonego konkursu. Bardzo dziękuję za zgłoszenia i zainteresowanie, jednak – niestety – zwycięzca może być tylko jeden. Przypominam, że wygrać można było książkę Sue Monk Kidd Sekretne życie pszczół od Wydawnictwa Literackiego.

Zgłoszenia zostały przeze mnie ułożone w kolejności ich otrzymywania, od pierwszego do ostatniego, brałam pod uwagę tylko te osoby, które wysłały zgłoszenie na blogowy mail. Poszczególnym zgłoszeniom przyporządkowałam liczby:

1.      Ada Puszkarska
2.    Insane Sanity
3.    Ruda Recenzuje
4.    Dziewczyna z książkami

Ponieważ chcę uniknąć stronniczości, za mnie wylosowała strona Losowe.pl: 



Serdecznie gratuluję więc zwyciężczyni Ruda Recenzuje , a pozostałe osoby zapraszam do kolejnych konkursów – szczęście może spotkać każdego z Was.



niedziela, 1 listopada 2015

Poetycka Niedziela #9: ks. Jan Twardowski „Śpieszmy się kochać…”



ks. Jan Twardowski (1915-2006) – przedstawiciel współczesnej liryki religijnej, ksiądz rzymskokatolicki. Autor wierszy zarówno dla starszych jak i młodszych, patron wielu polskich szkół. Za swoją twórczość otrzymał wiele nagród i wyróżnień m.in. Nagrody PEN Clubu im. Roberta Gravesa, Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta, Orderu Uśmiechu. Jest także pośmiertnym kawalerem Orderu Odrodzenia Polski. Pochowany w Panteonie Wielkich Polaków w Świątyni Opatrzności Bożej. Swój najpopularniejszy wiersz poświęcił poetce Annie Kamieńskiej.


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.

niedziela, 25 października 2015

Poetycka Niedziela #8: Bolesław Leśmian – „**** [ W malinowym chruśniaku”



Bolesław Leśmian (1877-1937) – polski poeta pochodzenia żydowskiego, jeden z czołowych przedstawicieli literatury międzywojennej. Jego stryjecznym bratem był inny znany polski poeta, Jan Brzechwa. Uważany jest jedną z najciekawszych postaci w literackiej historii pierwszej połowy XX-wieku, przedstawicielem nurtu filozoficzno-metafizycznego, zabarwionego psychologizmem. Wprowadził do literatury grupę neologizmów zwanych leśmianizmami, odświeżył znaną w romantyzmie balladę. W jego twórczości można znaleźć wątki zaczerpnięte z dzieł Nietzschego, Henriego Bergsona, Giambattisty Vico, a także elementy teizmu, antropologii i panteizmu. Jest także autorem tłumaczeń opowiadań Edgara Allana Poego. Jego wiersze śpiewali m. in. Stanisław Sojka, Grzegorz Turnau, Czesław Niemen, Marek Grechuta, Pustki, Anna Maria Jopek. Poeta został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.


W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

niedziela, 18 października 2015

KONKURS + Poetycka Niedziela #7: Homer „Iliada” – księga XXI (fragment)



Homer (VIII w.p.n.e) – grecki aojda (pieśniarz wędrowny) i recytator, urodzony najprawdopodobniej w Smyrnie na wyspie Chios. Uważa się go za ojca poezji epickiej, jest też pierwszym znanym z imienia, a starożytni Grecy czcili go jak jednego z bogów. Według legend – co badacze uważają za prawdopodobne – Homer był niewidomy. Przypisuje się mu autorstwo Iliady i Odysei, dwóch największych eposów greckich i jednych z najważniejszych tekstów kultury europejskiej.

Obaj szli wzajem ku sobie, a gdy spotkali się z bliska,
pierwszy rzekł Hektor potężny o hełmie wiejącym kitami:
"Synu Peleusa, już dłużej nie będę przed tobą uciekał,
chociaż obiegłem gród wielki boskiego Pryjama trzykrotnie,
nie odważając się walczyć. Lecz teraz serce mi każe
stanąć i zetrzeć się z tobą. Zwyciężę ciebie lub zginę.
Ale wpierw zawezwijmy bogów - to będą najlepsi
naszych wzajemnych układów świadkowie i chroniciele.
Ciała ja twego nie zelżę okrutnie, gdy Dzeus mi pozwoli
odnieść nad tobą zwycięstwo potężne i wywlec twą duszę.
Zbroję ci tylko, Achillu, tę sławną zabiorę, a zwłoki
oddam z powrotem Achajom; ty ze mną uczyń to samo".
Spojrzał na niego złym okiem i rzekł szybkonogi Achilles:
"Ty mi, przeklęty Hektorze, o żadnych układach nie gadaj!
Jak nie ma przysiąg i umów pomiędzy ludźmi i lwami
ani jagnięta i wilki do zgody serc nie skłaniają,
lecz z zaciętością na zgubę wzajemną zamysły ważą -
265tak mnie i ciebie nie złączy przyjaźń ni żadne układy,
póki z nas który nie padnie i własną krwią nie napoi
tarczozbrojnego Aresa, co walczy nieustraszenie.
O swej dzielności pamiętaj! Teraz najbardziej ci trzeba
w rzucie swej włóczni być biegłym i stawać w boju walecznie.
Już ty mi dzisiaj nie ujdziesz! Niedługo Pallas Atena
włócznią cię moją zabije! Dziś mi za wszystkie zapłacisz
smutki po mych towarzyszach, których swą włócznią przebiłeś".
Tak powiedział i cisnął z sił całych włócznię przed siebie
cień rzucającą długi. Zobaczył ją Hektor wspaniały,
schylił się w porę i włócznia śmignęła górą, a w ziemię
zarył się grot jej spiżowy. Wyrwała go Pallas Atena,
Achillesowi podając, a Hektor, pasterz narodów,
tego nie spostrzegł, tak mówiąc do niezłomnego Pelidy:
"Jednak chybiłeś tym razem, do bogów podobny Achillu,
Dzeus nie objawił ci jeszcze mej śmierci. Tak tylko mówiłeś,
więc szermowałeś słowami podstępnie tak i swobodnie,
aby mnie strach obezwładnił, pozbawił zwykłej dzielności,
ale ty mnie, ściganemu, swej włóczni w plecy nie wbijesz.
Prosto uderzam, pierś możesz jedynie mi przeszyć swą włócznią,
jeśli bóg zechce. A teraz ty mojej włóczni spiżowej
strzeż się! O, gdybym mógł całe ostrze zatopić w twym sercu,
wojna byłaby wnet lżejsza dla Trojan, jeślibym ciebie
zdołał powalić, tyś bowiem największą zgubą dla Troi".
Tak powiedział i włócznię cień rzucającą długi
cisnął, o włos nie chybiając, w sam środek tarczy Pelidy.
Włócznia odbita od tarczy upadła z daleka. Sposępniał
Hektor na myśl, że grot chyży na próżno umknął mu z ręki.
Stał zatroskany, bo nie miał już innej włóczni do walki.
Deifobosa więc krzykiem zawezwał białotarczego,
aby mu podał swą włócznię wysmukłą, lecz go nie było.
Pojął więc Hektor w swej duszy, co zaszło, i tak powiedział:
"Biada mi! Już mnie bogowie na śmierć wzywają na pewno!
A ja myślałem, że obok Dejfoba mam, bohatera,
ale on tam, za murami, a mnie oszukała Atena.
Dziś śmierć złowroga jest blisko, już jej nie mogę oddalić
ani uniknąć. Dotychczas obaj przyjaźni mi byli:
Dzeus i syn Dzeusa, co z dala trafia niechybnie. To oni
chętnie od nieszczęść mnie strzegli. A teraz dosięgła mnie Mojra.
Jednak nie padnę bez walki, w śmierć nie odejdę bez sławy,
dzieła wielkiego dokonam, zostanę w pamięci potomnych".
Tak powiedział i zaraz wydobył miecz wyostrzony,
który u boku mu zwisał, błyszczący, ciężki, ogromny.
Skupił się w sobie i runął jak orzeł o locie podniebnym,
gdy na równinę znienacka, drapieżny, z chmur mrocznych opada,
by płochliwego zająca lub jagnię porwać bezsilne -
Hektor tak samo w przód runął, wstrząsając miecz wyostrzony.
Skoczył zarazem Achilles, a gniew przepełniał mu serce
nieposkromiony i dziki. Pierś swoją tarczą osłonił
piękną, kunsztownej roboty, zaś hełm obciążały błyszczące
cztery grzebienie, na których obficie chwiały się kity
złote, ozdobne, bo szczodrze Hefajstos szczyt hełmu ozdobił.
I tak jak gwiazda wśród innych gwiazd, gdy noc letnia zapada,
gwiazda wieczorna, co wschodzi najpiękniej na ciemnych niebiosach -
tak połyskiwał grot włóczni, którą potrząsał Achilles
w prawej swej dłoni, i szukał - by zgubić boskiego Hektora -
miejsca, gdzie ostrze wbić w ciało urocze mógłby najłatwiej.
Ale ten cały okryty był lśniącą zbroją spiżową
piękną, zdobytą po walce z Patroklem, którego pokonał.
Tylko, gdzie dwa obojczyki od ramion łączą się z szyją,
gardło widniało, przez które uchodzi dusza najszybciej.
Tam, gdy nacierał nań Hektor, wbił ostrze boski Achilles.
Szyję młodzieńczą wskroś przebił grot jego włóczni głęboko,
krtani mu jednak nie przeciął jesion w spiż ciężki okuty
i odpowiedzieć mógł jeszcze, na jego słowa, tamtemu.
Nad powalonym w proch zaczął chełpić się boski Achilles:
"Pewnie myślałeś, Hektorze, zdzierając zbroję z Patrokla,
że ocalejesz, i o mnie nie dbałeś, że byłem daleki.
Głupcze! Choć z dala, tam przecie był ktoś potężniejszy od niego,
przy wydrążonych okrętach - tam jeszcze ja pozostałem,
com ci rozwiązał kolana. Sępy i psy cię rozszarpią
ku twojej hańbie, a jego spalą na stosie Achaje".
Słabnąc już, odparł mu Hektor o hełmie wiejącym kitami:
"Na twą zaklinam cię duszę, kolana, i twoich rodziców -
nie daj, by psy mnie szarpały pod okrętami Achajów,
ale przyjm okup tak wielki, jak pragniesz, ze spiżu i złota;
chętnie ci zwiozą te dary mój ojciec i matka czcigodna.
Niechaj powróci me ciało do domu i niech je Trojanie
oraz Trojanki na stosie złożą i spalą po śmierci".



~ KONKURS ~

Wszystkich starych i nowych Czytelników Zakurzonych Stronic zapraszam na pierwszy w historii bloga konkurs. Wcześniej nie organizowałam ich z uwagi na brak odpowiedniej nagrody (czyli książki), ale teraz, kiedy Wydawnictwo Literackie przysłało dodatkowy egzemplarz Sekretnego życia pszczół Sue Monk Kidd i pisaliście, że chętnie przeczytalibyście tę książkę, pomyślałam, że lepszej okazji być nie może. Nie jest to skomplikowany konkurs; wystarczy się zgłosić i mieć trochę szczęścia w losowaniu, postaram się zresztą, że tak będzie najbardziej sprawiedliwie.

1.      Organizatorami Miodowego Konkursu są Kylie Raven, autorka bloga Zakurzone Stronice (czyli ja) i Wydawnictwo Literackie
2.    Nagrodą jest książka Sue Monk Kidd Sekretne życie pszczół
3.    By wziąć udział w konkursie należy wypełnić poniższy formularz zgodnie ze wzorem i wysłać na adres mailowy zakurzone-stronice@wp.pl.

Zgłaszam się!
Obserwuję bloga Zakurzone Stronice jako:
Lubię fanpage’a jako:
Udostępniłam/em informację o konkursie na Facebooku jako:
Adres e-mail:

4.    Następnie należy napisać w komentarzach pod tym postem zgłaszam się!
5.     Tylko zgłoszenia, w których wszystko zostanie zrobione w sposób wyżej opisany wezmę pod uwagę w losowaniu (obserwowanie bloga, polubienie strony i udostępnienie informacji o konkursie dalej).
6.    Konkurs trwa dwa tygodnie tzn. do 1.11 do godziny 23:00
7.     Wyniki podam w tydzień po zakończeniu konkursu (2.11 – 8.11)


Książka niecierpliwie czeka na nowego właściciela, zapraszam więc do wzięcia udziału.

niedziela, 11 października 2015

Poetycka Niedziela #6: Adam Mickiewicz „Stepy Akermańskie”



Adam Mickiewicz (1798-1855) – polski poeta okresu romantyzmu, mistyk. Obok Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego jeden z „Trzech Wieszczów” narodowych w czasie rozbiorów. Autor polskiej epopei narodowej Pan Tadeusz. Zesłany w głąb Rosji na posadę nauczyciela w wybranym przez siebie miejscu tułał się po Petersburgu, Odessie, Moskwie oraz Krymie; utrzymywał kontakty z rosyjskimi poetami i pisarzami, a także rewolucyjnymi organizacjami. Resztę życia spędził w Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, a następnie wyjechał do Paryża, a potem do Konstantynopola, gdzie zmarł. Jest również autorem takich znanych utworów jak Reduta Ordona, Dziady, Grażyna, Konrad Wallenrod a także Sonety Krymskie, których częścią jest utwór Stepy Akermańskie.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.

źródło: [link] 

niedziela, 4 października 2015

Poetycka Niedziela #5: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska „Erotyk”



Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (1891-1945) – polska poetka. Była wnuczką malarza Juliusza Kossaka, siostrą Magdaleny Samozwaniec i kuzynką pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej. Już od najmłodszych lat uczestniczyła w życiu artystycznym kraju – w domu jej rodziców bywały takie osobistości jak Henryk Sienkiewicz czy Ignacy Jan Paderewski, a młoda Maria pobierała nauki w domu, gdzie nauczyła się kilku języków i zdobyła wykształcenie humanistyczne. Zadebiutowała sztuką, ale najbardziej znane są jej wiersze – zdobyła przydomek polskiej Safony czy też Safo słowiańskiej, na cześć greckiej poetki piszącej o miłości. Jej piosenki interpretowali tacy artyści jak Ewę Demarczyk, Czesława Niemena czy Krystynę Jandę. Jej nazwiskiem nazwano jedną z planetoid (41114). Poezja Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jest aktualna do dziś i zachwyca wielu czytelników. 


Na rozrzuconych poduszkach z rajskich, jawajskich batików
umieram słodko, bez żalu, umieram cicho, bez krzyku. -
Czas za firanką ukryty porusza skrzydłem motyla,
a moje czoło znużone coraz się niżej przechyla...
Wreszcie dotykam bieguna i śnieg mi taje wśród włosów,
a końcem lakierka dosięgam trawy szumiących lianosów...
Leżę na ciepłych krajach, na gorejącym równiku
i na jedwabnych poduszkach z różnobarwnego batiku...
Wyciągam ręce ku Tobie, w Twoją najsłodszą stronę
i czuję na rękach gwiazdy nisko nad nami zwieszone...
Ogarniam Cię splątanego w pochmurny namiot niebieski,
i spada niebo z hałasem, jak belki, wiązania, deski,
obrzuca nas półksiężycem, słońcem, obłoków zwojem -
i tak spoczywam - okryta niebem i sercem Twoim..



Źródło: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska – Poezje t.1 oprac. Matylda Wiśniewska wyd. Czytelnik, Warszawa, 1974

niedziela, 6 września 2015

Poetycka Niedziela #1: Edgar Allan Poe „Kruk”



Zapewne wiecie, że bardzo lubię poezję. Czytam ją w naprawdę dużych ilościach i staram się to robić jak najczęściej – niestety, nie miałam z kim podzielić tego zainteresowania. Ale ponieważ Zakurzone Stronice  rozwijają się i powiększają, co mnie bardzo cieszy i daje mi satysfakcję, a grono Czytelników się powiększa, postanowiłam umilić Wam niedziele wybraną poezją. Co tydzień jeden wiersz – różne gatunki, różni poeci, różne lata powstania, cokolwiek mi wpadnie w oko, podczas przeglądania otchłani Internetów i wertowania dostępnych mi tomików. Mam nadzieję, że czytanie poezji dostarczy Wam nie tylko intelektualnej rozrywki, ale i zachęci do własnych poszukiwań w tej materii. 

Żeby nie było nieporozumień, oświadczam, że nie jestem autorką jakiegokolwiek z podanych wierszy (tworzę jedynie notki biograficzne Autorów) a pod każdym utworem umieszczam link do odpowiedniej strony bądź dokładne informacje o książce, z jakiej został przepisany, a utwory zostają użyte tylko i wyłącznie w celach informacyjno-edukacyjnych. 

Jeśli natknęliście się na jakiś wiersz i uważacie, że mógłby mi się spodobać, a więc i opublikować w cyklu, śmiało piszcie na zakurzone-stronice@wp.pl, przy czym link lub skan/zdjęcie wraz z podaniem źródła. Nie przyjmuję jedynie poezji Waszego autorstwa.

~~

Edgar Allan Poe (1809-1849) – amerykański pisarz i poeta. Prekursor psychoanalizy, jako pierwszy wymyślił także postać detektywa rozwiązującego zagadki metodą dedukcji – C. Auguste’a Dupina (np. nowela Zabójstwo przy Rue Morgue). Jego twórczość – poza wspomnianą silną psychologizacją postaci – charakteryzuje się nastrojem grozy oraz surrealistycznymi, brutalnymi i makabrycznymi opisami. Większość jego prac można zaliczyć do literatury gotyckiej, także do tzw. czarnego romantyzmu. Wybrane utwory: wiersze – Kraina Snu (Dream Land), Eulalie (Eualie), Sen we Śnie (A Dream Within a  Dream), Ulalume (Ulalume); nowele – Ligeja (Ligeia), Maska Czerwonego Moru (Masque of Red Death); oraz powieści – Przygody Artura Gordona Pyma (Narrative of Arthur Gordon Pym). 


~~



Kruk (1845)


W głuchą północ, w snów tumanie, gdy znużyło mnie dumanie
Nad księgami zapomnianej magii, znanej w dawnych dniach,
Chyląc głowę nad foliałem, niespodzianie usłyszałem
Chrobot, jakby ktoś nieśmiałym palcem skrobał znak na drzwiach.
Gość, mruknąłem, tym sygnałem daje znać, że stanie w drzwiach:
Skąd ten zimny pot i strach?
 
Och, pamiętam: wlókł się żmudnie grudzień, jak to zwykle grudnie,
Po podłodze pełgał złudnie żar, co gasł już w siwych drwach.
I pragnąłem, by nieskory świt prześwietlił wreszcie story,
By oderwał od Lenory myśl zbłąkaną w niebios mgłach,
Od Lenory, której imię do tej pory śpiewa w mgłach
Chór aniołów w moich snach.
 
Lękiem się o serce otarł szelest purpurowych kotar,
Grożąc cieniem, mrożąc drżeniem, które niosło się przez gmach;
By nad tętnem rozszalałem zapanować, powtarzałem:
To gość jakiś tym sygnałem daje znać, że stanie w drzwiach;
Tak, to późny gość – szeptałem – stanie wnet w otwartych drzwiach;
Po cóż ten dziecinny strach?
 
Czując, że znów głos mi służy, nie wahałem się już dłużej:
Panie – rzekłem – czy też Pani – gościu, któryś pod mój dach
Zbłądził – dowiedz się, mój panie, że to nocne chrobotanie,
Gdy zabrzmiało niespodzianie, w ścianie jakby lub przy drzwiach,
Wziąłem zrazu za szmer myszy – tu otwarłem drzwi; lecz w drzwiach
Mrok stał tylko, mrok i strach.
 
Całą trwożną mocą wzroku wpatrywałem się w głąb mroku,
Jakbym stanął nad otchłanią nie widzianą w ludzkich snach;
Ale ciemność trwała niema, świadcząc, że za drzwiami nie ma
Żywej duszy; tylko trzema sylabami poprzez gmach
Szept Lenora! niósł się z moich ust i echem poprzez gmach
Wracał, drżąc w okiennych szkłach.
 
Zawróciłem więc od proga, czując, jaka mi pożoga
Duszę niszczy, jak się iskrzy głownia serca w gniewnych skrach.
I znów chrobot przerwał ciszę: Pewnie – rzekłem – wiatr kołysze
Okiennicę, albo słyszę zgrzyt obluzowanych blach
Jakiejś rynny; ten niewinny chrobot przerdzewiałych blach
To nie powód, by czuć strach.
 
Pchnąłem okno. I z łopotem skrzydeł, z czarnych piór furkotem
Wdarł się przez nie szumnym lotem kruk, ptak święty w dawnych dniach.
Musiał znać swą przeszłość – zatem, jakby gardził ludzkim światem,
Z wielkopańskim majestatem zasiadł w ciszy tuż przy drzwiach,
Na Atenie marmurowej tkwiącej w niszy tuż przy drzwiach:
Siadł, a mnie ogarnął strach.
 
Lecz przemogłem trwogi władzę: komizm jakiś był w powadze
Ptaka-starca, odzianego w zdartych piór żałobny łach.
A to z waści kawał mruka! – rzekłem kpiąco. – Do kaduka,
Tak wyleniałego kruka nie ma i na piekieł dnach!
Zdradź mi, jakie nosisz imię na Hadesu mrocznych dnach?
Kruk zakrakał: Kres i krach.
 
Osłupiałem; czy to wszystko sen? jak mogło się ptaszysko
Tak odezwać, jak orator, co na wylot zna swój fach?
Choć w tym sensu było mało, przecież słusznie się zdawało
Rzeczą całkiem niebywałą, że ptak, siedząc przy mych drzwiach,
Na popiersiu marmurowym, bielejącym tuż przy drzwiach,
Kracze schryple: Kres i krach.
 
Gęstą czernią na boginię cień rzucając, kruk jedynie
Parę słów wykrakał, jakby skakał w nich po kruchych krach.
Potem milczał dłuższą chwilę – widać chciał rzec właśnie tyle .
Lecz gdym rzekł: Czy się nie mylę? czy zbłądziłeś pod mój dach,
By mi zdradzić, jakie szczęście znajdzie drogę pod mój dach? .
Kruk zakrakał: Kres i krach.
 
Słysząc znów tych słów dźwięk nagi, więcej w nich znalazłem wagi:
Brzemię wróżby spadło na mnie, jak na trumnę spada piach.
Pewnie – spróbowałem zatem – te dwa słowa są cytatem
Z wieszcza, znużonego światem, wciąż skąpanym w krwi i łzach,
Z mistrza, który swoją lutnię stroił smutnie, cały w łzach,
Na dwa tony: .Kres i krach.?
 
Lecz wciąż miał nade mną władzę komizm tkwiący w tej powadze,
Przeto w kąt, gdzie bielał marmur i gdzie czerniał ptak przy drzwiach,
Pchnąłem mój obity skórą fotel, by w nim wszcząć ponurą
Medytację nad naturą słów zrodzonych w zmierzchłych dniach,
Zgłębiać głuchą wróżbę, którą ów ptak, w dawnych czczony dniach,
Zawarł w krótkim: Kres i krach.
 
Gdym brnął przez hipotez listę, kruk źrenice swe ogniste
Utkwił we mnie, jak szachista, gdy szyderczo syczy: Szach!;
Trwało to milczące starcie; spoglądałem nań uparcie,
Głowę wsparłszy o oparcie: skóra, pękająca w szwach
Lecz wciąż gładka, odbijała światło świec, a w czaszki szwach
Huczał pogłos: Kres i krach.
 
I pojąłem w owej chwili: już się nigdy nie odchyli
Na poduszki droga głowa, z iskrą światła w złotych brwiach...
I załkałem: Tak, niestety! Bóg cię skrapia wodą z Lety,
Aby obraz tej kobiety nie nawiedzał cię już w snach!
Tak, spal wszystkie jej portrety – wtedy ujrzysz w przyszłych snach...
Kruk dokończył: Kres i krach!.
 
Zły proroku! – zakrzyknąłem – czartem jesteś, nie aniołem,
Czy Kusiciel cię tu przysłał, czy sztorm cisnął cię na piach
Mojej duszy, na wybrzeże, gdzie Samotność pustki strzeże .
Zanim życiu sens odbierze Rozpacz, uśmierz w sercu strach:
Jestże balsam w Galaadzie? Powiedz, bo mnie dręczy strach!
Kruk zakrakał: Kres i krach.
 
Zły proroku! – zakrzyknąłem – czartem jesteś, nie aniołem,
Na to niebo ponad nami – na ten Boga wzniosły gmach –
Zdradź mej duszy, którą pali ból: co czeka na nią w dali?
O, gdybyśmy się spotkali z mą Lenorą w nieba mgłach!
Co mnie czeka, co ocali – czy Lenora w rajskich mgłach?
Kruk zakrakał: Kres i krach.
 
Zgrzyt tych słów niech nam się stanie pożegnaniem, zły szatanie! .
Poderwałem się. – Leć w zamieć, w zamęt, zgiń na piekieł dnach!
Nie waż się uronić pióra – niechaj czarna twa natura
Sczeźnie, wroga i ponura; nie chcę widzieć cię w tych drzwiach
Nigdy więcej! Wyrwij z serca dziób – i precz, bo stoi w drzwiach...
Kruk dokończył: Kres i krach.
 
I wciąż jego czerń skrzydlata nie drgnie, jakby chciała lata
Spędzić nad Pallady bladym czołem, w niszy tuż przy drzwiach;
I wciąż w oczach mu się żarzy demoniczny blask lichtarzy,
A cień kruka trwa na straży mojej duszy, która w snach
Miota się, lecz nie powstanie, bo wciąż jawi się w jej snach
Krecha krwawa – kres i krach!
 
~~

Przekład: Stanisław Barańczak
Źródło: [link]