Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA 2015







Już październik! Czy ja nigdy nie przestanę dziwić się, że ten czas mija tak szybko? Kolejny miesiąc przeleciał jak biczem strzelił. Choć z drugiej strony może to i dobrze – październik nie należy do moich ulubionych miesięcy, a powodem jest pogoda, która skutecznie zniechęca do zbierania kości z tapczanu i brak słońca. Dzięki temu, mimo przesunięcia godziny, o siódmej rano mam wrażenie jakby to była dopiero – nie przesadzając – trzecia nad ranem. No i jeszcze to zimno. Jak można odciągać mnie od grzejnika i wyciągać spod kocyka? Szczególnie że nie wszędzie kaloryfery działają, co samo w sobie jest strasznym okrucieństwem. Wszystko razem sprawia, że książki pozostają na dalszym planie, a i nawet po zaaplikowaniu sporej dawki kofeiny przypominam Grumpy Cata bardziej niż jakiekolwiek inne stworzenie na tej planecie pełnej, ciepłych miejsc, do których nie mogę wyjechać na całą zimę. wesołych Dlatego odliczam dni od Świąt i tygodnia – a może nawet więcej – wypoczynku, wlokąc się do weekendów, które jak na złość stają się coraz krótsze. Tym bardziej krótsze, że przybywa coraz więcej wspaniałych książek, które chciałabym przeczytać, a do głowy przychodzi coraz więcej słów i myśli, które mogłabym użyć w recenzjach. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to smutne. Oczywiście nie wspominam tu o płytach, których nie przesłuchałam do końca, ponieważ zasnęłam i których nie potrafiłam docenić. Ile to jeszcze potrwa? Ja chcę już wiosnę! Albo przynajmniej śnieg za oknem, kakao i zero problemów. Mam już dość zimy, zanim naprawdę się zaczęła.

Ale nie narzekam, bo i Wy prawdopodobnie nie macie dobrego humoru, a moje dziecinne narzekania psują Wam go jeszcze bardziej. Przejdźmy do podsumowania z prawdziwego zdarzenia, czyli gdybania na temat tego, co w tym miesiącu (nie) pojawiło się na blogu. Bo poza konkursem – którego rozwiązanie już w niedzielę – i kilkoma nowymi, ciekawymi współpracami recenzenckimi nic tu interesującego się nie działo i tygodniowe dziury, kiedy nie miałam czasu spokojnie usiąść i pomyśleć, nie mówiąc o napisaniu czegokolwiek trzymającego się kupy, zapychały kolejne odcinki Poetyckiej Niedzieli. Zresztą bardzo się cieszę, że polubiliście ten cykl, co piszecie mi w komentarzach. To bardzo dużo dla mnie znaczy, szczególnie że wstawianie wiersza w każdą niedzielę jest rzeczą dla mnie bardzo ważną, z różnych powodów, choć niewątpliwie ważnym zadaniem wierszy jest ratowanie Zakurzonych Stronic, kiedy jest ryzyko, że nie dam rady skrobnąć żadnej recenzji czy dłuższego tekstu. Chociaż mam nadzieję, że w tym miesiącu tak źle nie będzie, bo mam spore zaległości i moim zadaniem jest je nadrobić; w dodatku zawarłam kilka nowych, obiecujących współprac recenzenckich, co skutkuje poszerzeniem moich czytelniczych zainteresowań. Znalazłam także kilka stałych źródeł nowych książek, które tylko zachęcają mnie do coraz większego uzależniania się od czytania. Mam także kilka zupełnie nowych pomysłów na innowacje na Zakurzonych Stronicach i kiedy czas na to pozwoli coś jeszcze – jak zwykle pozmieniam. W każdym razie zobaczymy.

Tak jak pisałam miesiąc wcześniej, blogowy Instagram wygasa, ewentualne zdjęcia będą pojawiać się na Facebooku. Niepewny jest także los kolaży, w każdym razie dopóki nie wykombinuję jakiegoś dobrego, darmowego programu graficznego umożliwiającego ich tworzenie (jeśli jakiś znacie, proszę, napiszcie w komentarzach).

Przechodzimy zatem do spraw najważniejszych – książek i recenzji. Trzeba przyznać, że w tym miesiącu było – delikatnie mówiąc – średnio  ilościowo, ale za to świetnie jakościowo. Przeważająca większość z nich była względnymi nowościami, bo były to egzemplarze recenzenckie, więc mimo że na moich półkach pojawiło się mnóstwo innych ciekawych rzeczy (świadectwa wydawania wszystkich pieniędzy na książki), nie miałam czasu nawet ich dotknąć i gruntownie przejrzeć. No dobrze, przesadzam. W każdym razie dopiero teraz zobaczyłam jak wielkie mam zaległości i ile tego wszystkiego zostanie mi na resztki czasu, które bezsprzecznie będę mogła nazwać wolnym. Ale znów narzekam. Żebyście nie musieli tego wszystkiego czytać, przechodzę do konkretów.

0/10 -
0,5/10 –   
1/10 -
1,5/10 -
2/10 -
2,5/10 – 1 książka
3/10 –
3,5/10 – 1 książka
4/10 –
4,5/10 –
5/10 –
5,5/10 –
6/10 – 1 książka
6,5/10 – 1 książka
7/10 –
7,5/10 –
8/10 – 1 książka
8,5/10 –   
9/10 –
9,5/10 –
10/10 – 1 książka

Ilość recenzji: 6
Średnia: 6

Mimo wszystko październik podzielił sukces września. Bardzo się cieszę, że jednak udaje mi się dobierać lepsze książki, czytać lepszą literaturę i w końcu czerpać z tego tyle radości ile się da. Dobrze zresztą wiedzieć, że lekka zmiana profilu bloga na recenzje książek poważniejszych, znacznie bardziej ambitnych (a przynajmniej na takie, które wyglądają na ambitne) i rezygnowanie z większości czytadeł daje takie efekty. Bo – wbrew wszystkim pozorom – nie lubię pisać źle o książkach, wręcz przeciwnie: mogę je chwalić, marzę, żeby wszystkie książki były dobre. I to marzenie zaczyna się spełniać.

Najlepsza książka października: Sofokles, Król Edyp [recenzja]
Najgorsza książka października: Susan Monk Kidd, Sekretne życie pszczół [recenzja]

Ciepłego, miłego listopada życzy,
Kylie

Polub Zakurzone Stronice na Facebooku [klik!]

wtorek, 3 listopada 2015

Niebieskie Migdały #4



Staram się jak mogę, ale mam zaległości. Co najmniej miesięczne. A kochane wydawnictwa wciąż zapowiadają premiery kolejnych smacznych nowości, które z chęcią pożarłabym. Nawet to ostatnio mi się śniło, a rano, kiedy zadzwonił budzik i zdarto ze mnie moją kochaną pierzynkę żałowałam, że rzeczywistość jest zupełnie inna, a większość z tych książek pozostanie w strefie marzeń. Przynajmniej na razie, bo moje książkowe uzależnienie nie pozwoli, by nie zostały przeczytane. W każdym razie zapraszam na kolejną porcję marzeń, czyli pachnących nowością cudów. A będzie co oglądać. Zalecam jednak oddalenie się na bezpieczną odległość od komputera, bo cieknąca na klawiaturę ślina jest mało estetyczna.

~ Wydawnictwo Znak ~

Kamil Janicki Żelazne damy (16.11)


Dobrawa wie, że jej przyszły mąż Mieszko to zatwardziały poganin i masowy morderca. Nie ma wyjścia. Dla dobra swojego rodu wyrusza do dzikiego kraju Piastów.
Oda musi opuścić klasztor, by zostać żoną słowiańskiego barbarzyńcy, odpowiedzialnego za śmierć jej bliskich i przyjaciół. W Poznaniu czeka ją wyłącznie pogarda. A jednak to ona zbuduje podwaliny polskiego imperium.
Emnilda jest panią życia i śmierci swoich poddanych. By Europa utonęła w morzu krwi wystarczy jej jedno słowo. Dla korzyści własnej i swojego syna nie zawaha się go wypowiedzieć.

Przyszło im żyć w czasach, gdy panowało tylko jedno prawo – prawo silniejszego. Przybyły do kraju rządzonego przez brutalnych władców, których całym życiem były podbój i mord. Stanęły u ich boku, a gdy nadeszła odpowiednia chwila, same sięgnęły po ster polityki.
Dla dobra rodu, swoich dzieci i dla władzy nie wahały się użyć trucizny czy sztyletu. Przekupstwo, podstęp, nawet własne ciało – każdy sposób był dobry, jeśli pozwalał im realizować zamierzone cele.
Polskie władczynie. Żelazne damy…


praca zbiorowa Wielka księga Armii Krajowej (16.11)

„Twym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku.
Zwycięstwo będzie Twoją nagrodą, zdrada karana jest śmiercią!”
Przysięga Armii Krajowej

Fenomen w ogarniętej wojną Europie. Największa podziemna organizacja państwowa i jej armia. Setki tysięcy patriotów walczących z okupantem za ojczyznę i niezłomnie wierzących w zwycięstwo.

Armia Krajowa – chwalebny rozdział polskiej historii.
Oddajemy do rąk czytelników książkę wyjątkową. Wielka Księga Armii Krajowej opowiada o historii polskiej armii podziemnej w sposób kompleksowy i pasjonujący. Jej autorami są wybitni znawcy i pasjonaci II wojny światowej.

Szeroko ujęta tematyka obejmuje m.in.
początki Polskiego Państwa Podziemnego
kluczowe decyzje i motywacje dowódców
zagrożenia konspiracyjnego życia
spektakularne akcje i niezwykłe metody walki
kontrowersyjną działalność egzekutorów
bohaterstwo ludzi, którzy „nie sypnęli”
działalność kobiet
tragiczne dylematy w ostatnich miesiącach wojny.

To historia męstwa i poświęcenia, wzbogacona setkami zdjęć (również niepublikowanymi) i relacjami świadków. To hołd oddany polskim bohaterom.


~ WYDAWNICWO LITERACKIE ~

Olga Tokarczuk Anna In na grobowcach świata (19.11)

Jeden z najstarszych mitów w historii ludzkości w nowej, współczesnej odsłonie. Uwalniająca wyobraźnię, nowoczesna powieść.

Olga Tokarczuk uwspółcześnia mit pochodzący sprzed niemal czterech tysięcy lat - historię o sumeryjskiej bogini Inannie, która zstąpiła do krainy zmarłych. Z rozmachem stwarza różnobarwną, rozpisaną na wiele głosów opowieść, w której wizja nowoczesności splata się z tym, co uniwersalne - ponadczasową, głęboko ludzką historią o przezwyciężaniu śmierci.

"Olga Tokarczuk na tę jedną książkę wymyśliła gatunek, język i zupełnie nowy sposób mówienia. I osiągnęła niebywały rezultat. W języku polskim zadźwięczała nuta tak czysta, że dech w piersiach zapiera. Tak brzmi wielka literatura". - Przemysław Czapliński, „Gazeta Wyborcza”

"Pisarka stworzyła historię niezwykle współczesną i swej symbolice aktualną". - Bernadetta Darska, "Dekada Literacka"

"Tokarczuk nie powtarza jedynie mitologicznych wątków ani nie bawi się ich odwracaniem, ale wnika w nie głęboko, próbując odszyfrować ich sens, pokazać, że mit jest opowieścią o wydarzeniach, które - choć pewnie nie wydarzyły się nigdy, nigdzie i nikomu - przydarzają się ciągle, wszędzie i każdemu". - Juliusz Kurkiewicz, "Polityka"

Andrzej Muszyński Podkrzywdzie (19.11) 


Magiczna. Realistyczna. Uniwersalna.

Powieść szeroko komentowanego reportażysty Andrzeja Muszyńskiego

 Mała stara wieś, pośrodku wielkiego „nigdzie”. Tu życie płynie swoim rytmem. Pradawnym zwyczajom akompaniują niewyraźne echa dalekiego świata, docierające zza Zamczyska, rzeki Białej i Pustyni Błędowskiej.

 W jednej z chałup, na rozrogu porośniętym lipami, mieszkają dziadek i babka. Gospodyni sprawia wrażenie nieobecnej, chłop z każdym dniem wydaje się starszy — coraz częściej zaczyna szeptać do siebie niezrozumiałe, na wpół urwane zdania. Błądzi pustym wzrokiem i miewa napady obłędu. Gdzieś znika. Niekiedy na długie godziny. We wsi mówi się, że chodzi na Podkrzywdzie.

 Wraz z nimi mieszka wnuk. Obserwuje codzienne rytuały, poznaje sekrety i fascynujące opowieści mieszkańców. Szybko orientuje się, że również jego rodzina ma swoją wielką tajemnicę… Kim lub czym jest nieokreślone „ono”, którego imię na wpół świadomie przywołuje dziadek? 

 Z opowieści chłopca, snutej w połowie mieszkańców, a w połowie jego słowami, z zasłyszanych i dojrzanych elementów wyłania się świat, w którym to, co przyziemne i realistyczne, łączy się z symbolicznym i niedookreślonym. Świat, którego oddanie wymaga osobnego języka. Świat, w którym to, co tamtejsze, okazuje się uniwersalne i aktualne.   

Pachnąca lasem, paląca w gardło bimbrem i jęcząca głosem zarzynanych kaczek. Hipnotyzująca, sensualna opowieść, w której można zanurzyć się wszystkimi zmysłami.

Olga Tokarczuk E.E (12.11) 

Tajemnica ludzkiej osobowości. Odkrywanie sensu życia i świata. Powieść, która utorowała Oldze Tokarczuk uznanie czytelników i krytyków.

Wrocław, rok 1908. Piętnastoletnia Erna Eltzner, z pozoru nie wyróżniająca się niczym szczególnym córka niemieckiego fabrykanta, zaczyna przejawiać zdolności mediumicznie. Dziewczyna dojrzewa wraz ze swoim stuleciem - równie nieukształtowanym i zagadkowym jak ona. W dziwny sposób bardziej niż świat zmarłych odbija świat żywych: lęki, pragnienia i tęsknoty ludzi żyjących podobnie jak my na przełomie epok.

" To, co sprawia, że jest E.E. jedną z najciekawszych książek, jakie ostatnio czytałem, i jedną z najlepszych powieści polskiej tak zwanej młodej prozy w ogóle, to coś, co trzeba określić nieprecyzyjnym terminem <> czy <>." - Andrzej Franaszek, "NaGłos"

"Tokarczuk zaspokaja głód opowieści." -  Piotr Śliwiński, "Res Publica Nova"

"E.E. to wielka metafora dorastania, trudnego, tajemniczego, pełnego napięć procesu <> <> w kobietę i wychodzenia z dziewczęcej niedorosłości w świat autonomii psychicznej człowieka dojrzałego." - Marek Nalepa "Fraza"

Olga Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych (19.11)

Inspirująca, głośno dyskutowana powieść. Thriller moralny z metafizyczną zagadką, zaskakującą pod każdym względem.

Zimą piękna Kotlina Kłodzka jest miejscem mało przyjaznym i opustoszałym. Wsród nielicznych mieszkańców pozostała Janina Duszejko - miłośniczka astrologii, która w wolnych chwilach dogląda domów nieobecnych sąsiadów i tłumaczy poezję Blake'a. Niespodziewanie przez tę spokojną okolicę przetacza się fala morderstw, których ofiarami padają myśliwi. Czy to możliwe, by - jak sugeruje Duszejko - to zwierzęta zaczęły czyhać na życie swoich oprawców? Wszak Blake pisał: "Błąkająca się Sarna po lesie / Ludzkiej Duszy niepokój niesie" ...

"To książka lekka, błyskotliwa, zarazem subtelna i pełna pasji". - "Gazetta Di Mantova"

"Pod względem talentu włączania do lekkiej formy literackiej materiału o ambicjach filozoficznych porównywano Olgę Tokarczuk już wiele razy do Umberta Eco, i jak się okazuje, ma to uzasadnienie także w tej powieści". - "Frankfurter Allgemeine Zeitung"

"Prowadź swój pług przez kości umarłych jest książką, która zmienia patrzenie na świat". - Anna Dobiegała "Fraza"


środa, 30 września 2015

PODSUMOWANIE WRZEŚNIA 2015






Astronomiczna jesień już się zaczęła, a dni stały się szare. Chodzę i pociągam nosem, próbując każdą wolną chwilę wykorzystać na czytanie ciekawych książek – a takich, niestety, nie brakuje. Ale co zrobić? Nocek zarywać nie mogę, bo dawno już zerwałam z limitem kawowym, a jeszcze jedną dodatkową moja nieszczęsna wątroba nie wytrzyma. Oczywiście nie mogę nie narzekać na zimno, tudzież przeziębienia, szczególnie że lato, jak jeszcze zapewne pamiętacie, było tego roku bardzo upalne. Szczególnie że długo wyczekiwany deszcz zepsuł trzy dni nad morzem, chociaż i tak nie ma powodu by uznać, że wyjazd nie był udany – przeciwnie, mam co wspominać, kiedy w zimowych, najgorszych miesiącach, takich jak luty czy styczeń, zacznie się masakra i jedyne, co będzie mi się chciało, to zwinąć się w kłębek i zasnąć. Dobre wspomnienia zostają na zawsze, chociaż czas pędzi jak szalony.

Wrzesień! Pamiętacie, jak rok temu wstawiłam tu zdjęcie grobów? Wtedy rzeczywiście była to mogiła. Syf, kiła i mogiła, jak mówi moja ciocia. Dosłownie. Dziś jest lepiej, patrzę w przyszłość znacznie optymistycznej, z wielu różnych powodów. Dużo się w moim życiu pozmieniało, wiele sobie ułożyłam, powoli wszystko staje się lepsze; zmienił się także klimat wokół mnie, ludzie, jacy mnie otaczają. Dzięki temu nie będę uciekała na zimowe miesiące, jak to zrobiłam wcześniej – obiecuję, że choć czasami będzie to tylko jeden post na tydzień, nie opuszczę Zakurzonych Stronic. To już część mojego życia. Ważna. Nie tylko samo pisanie o książkach, co daje mi wiele, wiele radości i frajdy, ale także kontakt z Wami. Uwielbiam, jak piszecie coś w komentarzach. Uwielbiam, jak lubicie moje posty na Facebooku (nie piszecie do mnie maili, oż wy mordy! A zachęcam, bo chętnie wysłucham Waszych sugestii i wbrew pozorom nie gryzę).

W tym miejscu chcę także podziękować za waszą aktywność we wrześniu 2014/czerwcu 2015. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiecie, ile to dla mnie znaczyło, jak czasami podnosiliście mnie na duchu. Dziękuję. Dziękuję.

Czas jednak przejść do spraw blogowych, po czas goni, a muszę się położyć przed pierwszą w nocy, żeby na siódmą być na tyle przytomna, żeby nie wpaść pod samochód. Jak zauważyliście, w tym miesiącu pojawiła się nowa blogowa seria – Poetycka Niedziela. Zrobiłam ją właściwie po to, bo tagów nie robię, a nie dopuszczę, żeby jedna recenzja wisiała przez cały tydzień lub dwa. No i przecież niedziela – dla jednych dzień święty, dla innych weekend, w każdym razie okazja do poznania wiersza, czegoś więcej, jest idealna. Staram się wybierać poetów, którzy mogą Was zainteresować, a których sama lubię, co nie znaczy, że nie możecie podsyłać mi własnych propozycji – dzięki temu rozwijam się także ja. Jedna z Czytelniczek zaproponowała Emily Dickinson i umieściłam jej wiersz, przy okazji zapoznając się jej dorobkiem. Podkreślam to drugi raz – zapraszam do podsyłania propozycji w komentarzach pod Poetycką Niedzielą, bądź na adres zakurzone-stronice@wp.pl (proszę w temacie wpisać Poetycka Niedziela, bo ilość spamu przechodzi ludzkie wyobrażenie i zazwyczaj kasuję wszystkie podejrzane maile hurtowo). Ucieszyło mnie Wasze zainteresowanie tą serią i sprawiło, że mam wielką ochotę kontynuować ją dalej.

Z ogłoszeń raczej ogólnych, Instagram bloga jest zawieszony do odwołania. Odebrano mi brutalnie urządzenie mobilne. Cóż, zdjęcia będą się na razie pojawiały na Facebooku, a z kolaży nie zrezygnuję, bo bardzo lubię je robić.

Jak jest z książkami, każdy widzi. Czyli delikatnie mówiąc, średnio. Ale za to oceny skoczyły w górę, bo doszłam do wniosku, że skoro mam mniej czasu, to lektury będę wybierać tylko takie, jakie przypadną mi do gustu. A ilość nie zawsze równa się jakości (Boże, Boże, co ja z matematyką!). Spójrzmy więc, jak wygląda zestawienie:

0/10 -
0,5/10 – 1 książka  
1/10 -
1,5/10 -
2/10 -
2,5/10 -
3/10 –
3,5/10 –
4/10 – 1 książka
4,5/10 –
5/10 –
5,5/10 – 1 książka
6/10 –
6,5/10 – 1 książka
7/10 – 2 książki
7,5/10 –
8/10 –
8,5/10 – 1 książka  
9/10 – 1 książka
9,5/10 –
10/10 –
Ilość recenzji: 8
Średnia: 6

+ jedna książka do zrecenzowania w październiku

To historyczny moment w dziejach Zakurzonych Stronic! Piękna szóstka bez przecinków, zresztą najwyższa średnia z ocen książek. Tak, chociaż ilościowo ten miesiąc jest bardzo, bardzo słaby, jakościowo było świetnie – można powiedzieć, że cały miesiąc nurzałam się w dobrej literaturze. I to dosłownie! Jestem naprawdę szczęśliwa i ciekawa, czy coś takiego się jeszcze kiedyś powtórzy. Oby!

Najlepsza książka września: Autor nieznany, Dzieje Tristana i Izoldy [recenzja]
Najgorsza książka września: Jennifer Estep Dotyk Gwen Frost [recenzja]

Mnóstwa czasu na książki życzy,
Kylie

Polub Zakurzone Stronice na Facebooku [klik!]


piątek, 31 lipca 2015

PODSUMOWANIE LIPCA 2015










Dziękuję za wszystkie komentarze, polubienia na Facebooku i Instagramie, wszystkie wasze miłe słowa i to, że tu jesteście. To dla mnie naprawdę, naprawdę ważne. Witam także nowych obserwatorów.
  
Ja to mam szczęście. Leżę sobie po szpitalu w domu i jestem szczęśliwa, wracając powoli do świata żywych. Wypuścili mnie wczoraj i to z niechęcią, ale cały sierpień mam już, szczerze mówiąc, z głowy. Szczególnie, że nadchodzą moje urodziny i czuję ciężar kolejny lat, jakie mi dojdą (ale również wyczuwam moc książkowych prezentów). Dopiero jednak teraz ogarniam rozmiary katastrofy: musiałam zakończyć wiele współprac, co jest dla mnie bardzo przykre, a blogowy Instagram wziął i zdechł (dlatego w tym miesiącu nie będzie kolażu, wybaczcie – postaram się wrzucić dużo zdjęć w sierpniu), bo nie będę fotografować książek w szpitalu, ani pokazywać jak makabrycznie wyglądał mój weflon i siniaki po kroplówkach.

Właśnie - książki. Leżąc w szpitalu przemyślałam kilka rzeczy, co do książek i bloga. Przejrzałam recenzje jeszcze raz i stwierdziłam, że miałam naprawdę silne zdrowie, sięgając po większość młodzieżówek czy paranormal romance, nie mówiąc o pisaniu ich recenzji. Teraz przecież piszę o książkach więcej – przynajmniej mi się tak wydaje – i zauważyłam, że ciekawiej pisze się o recenzje książek przynajmniej dobrych, ambitnych, może nawet undergroundowych; takich, które mnie autentycznie ciekawią. Po prostu większość literatury popularnej – w tym paranormal romance, duża część fantastyki, romansów i obyczajówek – nie sprawia mi takiej przyjemności i satysfakcji jak ciekawa powieść historyczna. Monografia. Klasyka. Może ambitna powieść, choć o takie teraz trudniej, a od czytadeł nie można się odgonić. Reportaż. Coś w tym rodzaju w każdym razie.

W tym miesiącu pojawiła się recenzja bajki, kolorowanki, powiastki filozoficznej, reportażu i dziennika, z czego jestem bardzo dumna. Mam zamiar pisać recenzje jeszcze wielu innych takich recenzji, bo przecież nie samymi powieściami żyje człowiek, prawda? Z pewnością będzie o wiele więcej historii niż zazwyczaj, może jakieś wycieczki w kraje Orientu, które teraz mnie fascynują i zza naszą wschodnią granicę, bo Rosja to bardzo interesujący kraj pełen literackich i kulturowych smaczków. Chcę poznawać i zapisywać to poznawanie na tym blogu. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Mam nadzieję, że mi to chociaż trochę wybaczycie, ale uspakajam, że nie będzie źle – fantastyki i młodzieżówek nie będzie aż tak znowu mało, bo mam do zrecenzowania wiele książek przeczytanych w poprzednich latach, współpracuję także z wydawnictwami Dreams i Otwartym (Moon Drive), które specjalizują się w takich książkach. Uwielbiam misz-masz, bo na jedną rzecz nie mogę się po prostu zdecydować, więc spodziewajcie się na blogu jeszcze większej różnorodności gatunkowej. Poza tym jeszcze rankingi, stosiki (chyba, chyba), 10 książek, zapowiedzi, z których nazwy się bardzo dumna, podsumowania i posty okolicznościowe, które, bardzo tego bym chciała, będą przypominały o różnych ważnych wydarzeniach i w których będę wam składać życzenia – rezygnuję natomiast z Liebster Award i TAGów, bo jakoś nie pasują mi do całościowego konceptu, do tej nowej rewolucji blogowej. Chyba że będzie to coś jak książkowe pytania od Fobos. 

Szóstego, siódmego i ósmego sierpnia robię sobie przerwę w blogowaniu, bo niedziela, moje urodziny i odpoczynek po urodzinach, zresztą mam zamiar odpoczywać w niedzielę. Czytać będę czytać zawsze, ale tego dnia na blogu spodziewajcie się najwyżej którejś z wyżej wymienionych rzeczy; nowe recenzje nie będą się w tym dniu pisały. A wszystko po to, żeby było fajnie dla mnie i was, żebym nie pisała recenzji bo dostaję książki do zrecenzowania, a czytelnicy tam siedzą i czekają. No może nie czekacie na nową recenzję – przyznajcie się, ciocia Kylie się nie pogniewa.

W każdym razie tych zmian byłoby na tyle, a ponieważ Zakurzone Stronice są szybko rozwijającym się bardzo dynamicznym blogiem, więc za miesiąc będzie zupełnie inaczej. Cóż, pożyjemy zobaczymy. Jeśli Wy macie jakieś sugestie, śmiało piszcie tu, albo na maila zakurzone-stronice@wp.pl, chętnie poznam Waszą opinię i sugestie.

Teraz przechodzimy do ocen, recenzji, ilości zrecenzowanych książek i innych spraw, bo to chyba w dzisiejszym podsumowaniu najważniejsze.

0/10 -
0,5/10 – 1 książka
1/10 – 2 książki
1,5/10 –
2/10 –
2,5/10 –
3/10 – 1 książka
3,5/10 – 2 książki
4/10 – 1 książka
4,5/10 –
5/10 – 1 książka
5,5/10 – 2 książki
6/10 –
6,5/10 – 1 książka
7/10 –
7,5/10 – 1 książka
8/10 – 3 książki
8,5/10 –
9/10 –
9,5/10 – 1 książka
10/10 –

W sumie: 16 recenzji (+ jedna książka z tego miesiąca, bez recenzji)
Średnia: 4,6

Najlepsza książka – Antonine de Saint-Exupéry Mały Książę [recenzja]
Najgorsza książka – Kristin Billerbeck Zapach deszczu [recenzja]

W tamtym miesiącu było lepiej, średnia była powyżej pięć, ale recenzji mniej. Znów bardzo dużo przeciętniaków nieco powyżej i poniżej 5/10, dużo słabych książek, kilka bardzo dobrych i kilka naprawdę dobrych, chociaż na początku lipca zakładałam nawet, że najlepszą książką miesiąca będzie Dopóki nie zgasną gwiazdy pana Patykiewicza, ale to tylko dlatego, że nie miałam w planach zrecenzować mojego ukochanego Małego Księcia. Jestem naprawdę zadowolona z tego wyniku, chociaż średnia mogłaby być lepsza, ale tego życzę sobie i Wam na nowy miesiąc – sierpień!

Kylie

Polub Zakurzone Stronice na Facebooku [klik]
Obserwuj Zakurzone Stronice na Instagramie [klik]

W tym miejscu chcę także pozdrowić dziewczyny z bloga o nazwie Aksamitne Stronice. Cóż, bardzo lubię aksamit i gratuluję nazwy, jest naprawdę bardzo oryginalna, jak wszystko w naszej kochanej blogosferze. W tym miejscu chcę pozdrowić Waniliowe Czytadła i Karmelowe Czytadła – chociaż może wszystko nie jest tak jak myślę. Nevermind. Ale nazwy i tak gratuluję.

środa, 1 lipca 2015

PODSUMOWANIE CZERWCA 2015





Przecieram ze zdumienia oczy. To już wakacje – dwa miesiące czytania,  pisania i życia pełną piersią, by później znów zapaść w letarg, czekając na następne lato. Bo jesień i zima nie są warte mojej uwagi – długie noce, prawie całkowity brak słońca i plucha, nie mówiąc o konieczności noszenia mnóstwa ubrań, nie nastrajają mnie zbyt optymistycznie, delikatnie mówiąc. Co dopiero lato! Słońce, błękitne niebo, morze, truskawki, wiśnie i arbuzy (ślinka aż cieknie) oraz stosy przeczytanych książek. Zamierzam nie myśleć o tym, że lato kiedyś się skończy. Nie teraz.

Moje plany na wakacje? W tym roku nie uda nam się pojechać do Włoch, nie tylko ze względów finansowych, więc zaplanowałam sobie wyjazd nad nasze polskie morze, bo zatęskniłam za zbiornikiem wodnym ze słoną wodą. No i jeszcze nasza kochana polska wieś, która ma taką zaletę, że odgradza ścianami lasów od problemów, o których w czasie wakacji myśleć nie zamierzam – będę mieć wystarczająco dużo czasu na jesieni i w zimie. Mam nadzieję, że nie będzie oznaczać to zastojów na blogu, jednak będę starać, jak tylko mogę. Słowo harcerza!

Wbrew pozorom, martwiłam się, że w czerwcu przeczytałam za mało, ale nie wyszło tak źle. Spotkania ze znajomymi i rodziną absorbują bardzo, a Mama zamartwia się, że za dużo czytam (?). Zresztą – nie ukrywajmy – truskawki w tym roku są takie piękne, że grzechem byłoby je nie zbierać i nie jeść, co z wielką radością robię od początku miesiąca, nie wyobrażając już sobie życia bez kompotu. W każdym razie, pozostawiając truskawki chociaż na chwilę w spokoju, w tym miesiącu na blogu zaszły kolejne zmiany, które chciałabym krótko opisać.

Przede wszystkim współprace. Sama nie wiem jak to się stało, ale wysłałam kilka maili bez większego przekonania, a jeden sam nawet się przysłał. Nie będę się publicznie chwalić, lepiej, jak zajrzycie do zakładki Współpraca/Kontakt. Współprac jest w każdym razie sześć, co sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad zamknięciem na jakiś czas możliwości nawiązywania współprac z Zakurzonymi Stronicami, ostatecznie nie jestem pazerna na książki, a to bardzo zobowiązuje, co w połączeniu z innymi moimi obowiązkami zaczyna trochę mnie przerażać. Kusi mnie jeszcze wydawnictwa Pascal i Warszawska Firma Wydawnicza, ale na razie się wstrzymam – za rok, mam nadzieję, blog będzie jeszcze bardziej rozpoznawalny, co sprawi, że wydawnictwa jeszcze chętniej podejmą ze mną współpracę.

Jednak nie tylko to – na początku miesiąca pojawił się Spis Recenzji. Na początku były małe problemy z linkami, ale teraz odkryłam, jak tego uniknąć i postaram się jak najszybciej naprawić błędy. Mam nadzieję, że wyszukiwanie interesujących Was książek stało się łatwiejsze, zapraszam więc do przeglądania i komentowania szczególnie starszych tekstów, tak starych, że zapomnianych nawet przeze mnie. Aktualizowałam także zakładkę Kylie Raven.

Z aktualności muszę dodać, że udało mi się zrobić jeden TAG, dwa Liebster Blog Award i wywiązać się z moich wyzwań. Proszę jednak, żeby wiadomości o nowych nominacjach przesyłać na adres mailowy zakurzone-stronice@wp.pl, niedługo pogubię się w tym wszystkim. Zapraszam także do odpowiadania na moje książkowe pytania – oprócz czwórki nominowanych, zapraszam każdego chętnego (post można znaleźć w zakładce Cykle Postów).

Teraz – wreszcie! – przechodzimy do najważniejszego: recenzji, ilości książek i średniej.

0/10 –
0,5/10 –
1/10 –
1,5/10 –
2/10 – 1 książka
2,5/10 – 1 książka
3/10 – 1 książka
3,5/10 –
4/10 – 1 książka
4,5/10 – 1 książka
5/10 – 1 książka
5,5/10 –
6/10 – 1 książka
6,5/10 –
7/10 – 2 książki
7,5/10 – 1 książka
8/10 – 1 książka
8,5/10 –
9/10 –
9,5/10 –
10/10 – 1 książka

Ilość recenzji: 12
Średnia: 5,54

Dużo przeciętniaków, jednak zaskakująco mało ocen bardzo niskich. Tak, można powiedzieć, że w tym miesiącu przeczytałam dużo bardzo dobrych książek (jedno arcydzieło, jak widzicie). Świadczy o tym także bardzo wysoka średnia, wyższa od średniej ostatnich trzech miesięcy (nieco powyżej 4).

Najlepsza książka czerwca: Emily Brontë Wichrowe Wzgórza (10/10)
Najgorsza książka czerwca: Agnieszka Tomszczyn Ezotero. Córka Wiatru (2/10)


Życzę wakacji pełnych wyjazdów i książek,
Kylie 

Polub Zakurzone Stronice na Facebooku (klik!) 
Obserwuj Zakurzone Stronice na Instagramie (klik!) 

niedziela, 7 czerwca 2015

Penguins of Madagascar Book TAG




Pingwiny na Madagaskarze? Od pierwszego filmu wytwórni DreamWorks, opowiadającego o czterech zwierzętach z nowojorskiego zoo, które uciekły, by żyć w prawdziwej dziczy, okazało się, że to nie czwórka głównych bohaterów, ale pingwiny z królem Julianem (hit Wyginam śmiało ciało, którego powodzenia mogą zazdrościć wszystkie gwiazdki popu) zmonopolizowały świat tych filmów. Twórcom albo się bardzo spodobały, albo dostrzegli kasowy potencjał tych postaci, bo powstał serial (Kylie niby taka dorosła, ale wszelkie odcinki obejrzała na YouTube bądź w telewizji; wbrew pozorom zresztą, nie jest do rzecz dla zupełnie małych dzieci – liczne odniesienia do dorosłej literatury i filmu, a także żarty z podtekstami wymagają odpowiedniego wieku) i film – którego, niestety, nie miałam okazji dotychczas obejrzeć, co nie oznacza, że czasem na osobistym i ściśle tajnym laptopie nie pojawia się tapeta ze Skipperem i jego lalką. Ale ja nie o tym. Sympatyczna KittyAilla z bloga Biblioteczka Ciekawych Książek, będąca, jak widzę, podobną do mnie fanką nielotów, które wolały Madagaskar bądź zoo od Antarktydy, gdzie lód jest zimny a laski gorące, nominowała mnie do TAGu o tych stworzeniach, za co serdecznie dziękuję. To jak? Gotowi? Zaczynamy (coś mi mówi, że będzie ciężko).

1. Rico – bohater-szaleniec interpretacja dowolna
Wbrew pozorom dużo jest kandydatów do tego tytułu, oczywiście w znaczeniu negatywnym, szczególnie jeśli czyta się powieści o zwariowanych, delikatnie mówiąc, cezarach rzymskich i innych, niezwykle sympatycznych postaciach historycznych. Idę jednak nieco na łatwiznę – za prawdziwą wariatkę, łącznie z halucynacjami, mogę uznać Catherine Linton z Wichrowych Wzgórz. Chociaż, gdyby zastanowić się nad pewnymi szczegółami, miałabym dużo wątpliwości – zadam jeszcze raz to pytanie, nad którym zastanawiałam się w recenzji – czy ona naprawdę była człowiekiem?

2. Skipper – bohater-dowódca
Wybór między Aragornem z Władcy Pierścieni a Robbem Starkiem z Gry o Tron (tzn. Pieśni Lodu i Ognia) jest niemożliwy. Pierwszy przewodził Drużynie Pierścienia, Łowcom i dowodził kilkoma ważnymi bitwami, a na końcu został królem i wtedy wszyscy musieli go słuchać, bez wyjątku. Drugi na początku był biednym chłopem, pozostawionym przez swojego równie biednego ojca (mówię w kontekście losu, jaki ich spotkał), a potem nagle został Królem Północy i wygrał mnóstwo bitew z Lannisterami. Jednak dla przykrego końca, jaki spotykał, do tego punktu wybieram właśnie jego – cena, jaką musiał zapłacić za uczucie dla ukochanej kobiety, była nawet za wielka na tego sadystę i mordercę, jakim jest G.R.R Martin.

3. Kowalski – bohater-mądrala
Wiadomo, że Hermiona z (wciąż niedokończonej) serii o Harrym Potterze byłaby idealna, ale w moim TAGu nominację tę otrzymają dwaj główni bohaterowie mojej ulubionej serii Felix, Net i Nika – jestem osobą, która pomimo wykształcenia szkolnego na lekcjach geometrii zamiast trójkątów widzi Illuminati i uważa funkcje trygonometryczne za zagadnienie bardziej abstrakcyjne niż podróże w czasie, nie mówiąc o takich dyscyplinach jak robotyka czy meandry fizyki – geniuszematematyczno-fizyczno-informatyczni, którzy rozgryzą każdy nierozwiązywalny dla mnie problem.

4. Szeregowy – bohater, którego nie da się nie lubić
Ponieważ mam ochotę być nieco oryginalna, a także i szczera, wspomnę tu pana Ignacego Borejkę z starej, dobrej Jeżycejady Musierowicz. Ten sypiący łacińskimi maksymami staruszek, który o trzeciej nad ranem potrafi rozmawiać o jaskini Platona i rozmyślaniach Marka Anotniusza, a książki kocha ponad wszystko nad świecie jest dla mnie jedną z najsympatyczniejszych, najcieplejszych osób, jakie kiedykolwiek stworzyła literatura. Chciałoby się znać kogoś takiego!

5. Marlenka – jedyna bohaterka wśród grupy chłopaków
Na myśl przychodzi mi Eowyn z Władcy Pierścieni. Mieszkała z bratem i wujkiem, a później walczyła także z samymi mężczyznami. Nie miała obejścia księżniczki, Arwen była jej zupełnym przeciwieństwem. Hm? Zastanawiam się, patrząc na swoją biblioteczkę, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy.

6. Król Julian – bohater wnoszący humor do książki
W tej roli doskonale sprawdzi się pan Zagłoba z sienkiewiczowskiej Trylogii. Jego spryt przerażał chyba samego Autora, a co dopiero jego kompanów, nie mówiąc o wymądrzaniu się na tematy, o których nie miał zielonego pojęcia i w sposób rubaszny podejmujący tematy, które nawet dziś wywołują uśmiech zakłoptania, rodzicom polecam zabawę dla dzieci jego autorstwa, która, kiedy czytałam Potop, sprawiła, że nieomal spadłam z łóżka. Jest również autorem takich powiedzeń jak Boże, widzisz i nie grzmisz oraz Nie dla psa kiełbasa, które nie przyszłyby zapewne do głowy największym twórcom memów w sieci. Tylko... w jednym barze znalazłam jego maksymy dotyczące picia alkoholu. Nie wzorujcie się na nim!



7. Leonard – bohater, który bardzo się irytuje
Dziewiędziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procent bohaterów książek ocenionych przeze mnie poniżej trzy na dziesięć mnie irytują. Lepiej nie będę wymieniać całej litanii, bo nie skończę do emerytury, wystarczy przecież, jak sądzę, nadmienić, że niezmiernie i w całej rozciągłości, irytują mnie bohaterki książek pani Kasi Michalak, szczególnie pewnej sagi opowiadającej o Ferrinie czy czymś takim – dowód? Jedyną recenzję twórczości tej pani opatrzyłam piękną oceną zero na dziesięć – ta dam.

8. Mort – bohater z obsesją na jakimś punkcie
Uwierzcie, że kiedy zabrałam się do pisania, miałam ten koszmarny syndrom oBoże-co-ja-tu-napiszę, a teraz do każdego punktu znajduję kilka postaci. Neron z Quo Vadis i jego maniakalne zainteresowanie poezją (własną)? Syn Wacława II Przemyślidy, Wacław III i jego fascynacja otyłymi dziewczynkami z Niewidzialnej Korony Elżbiety Chrezińskiej? A może Wichrowe Wzgórza po raz drugi i wzajemna obsesja Heathcliffa i Catherine? W sumie nawet znienawidzony Joffrey Baratheon i jego obsesja na punkcie zabijania byłaby sensowna. Gdyby się przyjrzeć bliżej, każdy z nich ma jakąś obsesję, trochę bardziej niebezpieczną, niż klasyczny fetysz stóp.

9. Alice – bohater, który wszystkiego się czepia
Gandalf się wszystkiego czepiał. We Władcy Pierścieni mocno czepiał się Sarumana, ale w Hobbicie czarodziej jest koszmarny. Czepia się wszystkich: Bilba, Thorina, Bilba, Thorina, innych krasnoludów, Bilba, Bilba... Rozumiem, że facet był niezbędny, kiedy trzeba było kombinować z królem elfów albo Smaugiem, a także w kwestiach Pierścienia, ale poziom czepialności przekroczył już na początku, wkładając nos w życie zwyczajnego hobbita i zmuszając go do Przygody.

10. Shelly – bohater beznadziejnie zakochany (biedna Shelly!)
Nie wiem, czy miłość do Golluma do Pierścienia można by zakwalifikować. Aragorn był nieszczęśliwie zakochany w elfce, ale do czasu. Wokluski był nieszczęśliwie zakochany w Izabeli Łęckiej, ale to lektura i w dodatku nudna. Najchętniej podałabym przykład Turina z Silimarilionu Tolkiena, bo przecież kazirodcza miłość do własnej siostry musiała być nieszczęśliwa. Lepiej nie piszę więcej, bo w większości powieści jest beznadziejne zakochanie, co jest naprawdę przygnębiające.

Kogo nominuję?
Idąc za przykładem Autorki TAGu nominuję tylko cztery osoby, przykro mi. Wybranymi przeze mnie szczęśliwcami są (tradycyjnie nicki są podlinkowane):


Pozdrawiam i do napisania, ssskarby.